Skąd się biorą single

02/06/2008

Sobotnie, specjalne „Lustro”: specjalne, bo w studiu – oprócz mnie i Julii Zabojszcz – znany seksuolog, dr n. med. Wiesław Czernikiewicz. No i niecodzienna rozmowa o różnicach między płciami (tudzież o tym, czy we współczesnym świecie lepiej być męskim mężczyzną, kobiecą kobietą, czy może czymś pomiędzy), o której klimacie niech zaświadczy poniższy fragment:

Dr Wiesław Czernikiewicz: Dlaczego w tej chwili jest takie mnóstwo singli, proszę pani?
Julia Zabojszcz: Bo nie potrafią sobie znaleźć partnerów na ich poziomie… szczególnie kobiety.
DWC: O, szczególnie kobiety… (…)
JZ: Kobiety zrobiły bardzo duży skok edukacyjny, natomiast mężczyźni gdzieś tam zostali na starym pułapie.
DWC: Cały problem – ja mówię, wie pani, sprowadzając to do takiego wymiaru troszkę prześmiewczego – więc cały problem w tym, że kobiety nauczyły się czytać. No i mamy kłopot.

A tu cała politycznie niepoprawna dyskusja:

Następny program ze mną w Toku (tym razem o języku) dziś o 22:00. Zapraszam do słuchania.


Wyścig szczurów

31/01/2008

Rywalizacja – dlaczego tak bardzo ją cenimy we współczesnym świecie? Czy ma więcej wad czy zalet? Czy można bez niej żyć, a jeśli tak, to w jaki sposób?

Na te i inne pytania odpowiadałem prawie dwa tygodnie temu w “Lustrze” Julii Zabojszcz. Jak zwykle wrzucam rzecz z opóźnieniem, standardowo życząc mocnych wrażeń w trakcie słuchania:

 

Komu zaś tych wrażeń ciągle mało, niech zasiądzie dziś przed telewizorem o 10:50 i włączy Dwójkę. Tym razem w Pytaniu na śniadanie rozmawiamy o blogach i powodach ich pisania.


Agresja jako przyjemność

27/01/2008

Dlaczego oglądanie scen przemocy i podejmowanie zachowań agresywnych jest dla sporej liczby ludzi (zwłaszcza mężczyzn) takie przyjemne? Badacze powoli odnajdują kolejne kawałki układanki, z której wynika, że nasz mózg traktuje agresję jako nagrodę, i reaguje na nią podobnie jak na jedzenie, seks i używki. Co więcej, natura nagradza ludzi agresywnych nie tylko (dostrzegalnym zwłaszcza w czasach historycznych i opisywanym już tu szeroko) większym sukcesem reprodukcyjnym, ale i (jak wskazują najnowsze badania) dłuższym życiem. Nic, tylko się kłócić – i oglądać jatki.

Najnowsze wiadomości z frontu badań ostatecznie pogrążają nasz wizerunek ludzi jako istot stworzonych do życia w zgodzie i harmonii. Choćby dlatego, że – jak się okazuje – ludzie ugodowi żyją statystycznie krócej. Naukowcy z University of Michigan upublicznili ostatnio wstrząsające wyniki trwających 17 lat badań na małżeństwach. Pokazują one, że w stadłach, w którym małżonkowie zamiast kłócić się, tłumią swoje emocje, ryzyko przedwczesnego zgonu jest aż dwukrotnie wyższe, niż w związkach, w którym partnerzy nie boją się głośno upominać się o swoje. Efekt był istotny nawet po uwzględnieniu takich czynników, jak wiek, waga, ciśnienie krwi czy nałogi.

Skąd aż taka różnica? Toż to raczej stres kojarzył nam się dotąd z krótszym życiem (ciśnienie, zawały, skłonność do sięgania po używki w celu rozładowania napięcia). Naukowcy badający problem często nie brali jednak do tej pory pod uwagę faktu, że nasze umysły ewoluowały w środowisku, w którym zachowania agresywne były korzystne, zwiększały bowiem szanse przetrwania organizmu, jak również szanse, że zostawi on liczne potomstwo. Nie było więc powodu, by w naszym mózgu nie wytworzyły się mechanizmy nagradzające za takie zachowania, mechanizmy, z których na ogół doskonale zdajemy sobie sprawę (któż nie czuje przyjemności, gdy dokopie wrogowi?). Dotyczy to oczywiście nie tylko ludzi – od dawna wiadomo, że odczucia te nie są obce np. myszkom. Dzięki pomysłowemu badaniu zespołu uczonych z Vanderbilt University (również USA), którego wyniki ogłoszono w tym tygodniu, wiemy zresztą wreszcie, dlaczego tak się dzieje.

Czytaj resztę wpisu »


Socjobiologia studniówki

27/01/2008

Na internetowych stronach dziennika Polska dostępny jest już wywiad o studniówkach z piątkowego Magazynu, który przeprowadził (zgadnijcie z kim) Konrad Dulkowski. Wywiad dość obszerny, więc tradycyjnie przytaczam ciekawsze kawałki:

K.D.: Ludzie narzekają, że muszą się zapożyczać tylko po to, aby ich dorastające dziecko mogło pójść na bal studniówkowy. To jakiś chory przymus, (…) wyścig snobów: kto będzie miał droższą sukienkę albo kto w bardziej luksusowej restauracji zorganizuje zabawę.
T.Ł.: Natura wyposażyła nas w mechanizm nieustannej walki o jak najlepszą pozycję w grupie. To pozostałość po czasach, gdy reputacja przekładała się na wymierne nagrody ewolucyjne. Ten, kto miał wyższą pozycję w stadzie, miał lepszy dostęp do pożywienia. Dłużej żył, miał więcej dzieci, a więc większą szansę przekazania dalej swych genów. Ponieważ dzisiaj zmieniły się warunki, w jakich egzystujemy, miejsce korzyści ewolucyjnych zajęły nagrody psychologiczne.
K.D.: Takie jak satysfakcja, że udało nam się zostać królową czy królem studniówkowego balu.
T.Ł.: A tym samym zdobyliśmy w grupie wyższy status. Przy czym każda płeć zdobywa go na swój sposób. Zacznijmy od tego, że pozycja społeczna zależy w dużej mierze od atrakcyjności seksualnej. Jednak inaczej oceniają ją kobiety, a inaczej mężczyźni. Udowodniono, że dla mężczyzny nie ma znaczenia, w co kobieta jest ubrana. Tak samo będzie mu się podobała (lub nie) naga, jak w stroju podkreślającym kształty. Natomiast w ocenie kobiet mężczyzna w garniturze jest znacznie wyżej oceniany niż ten sam, ale nagi czy w kombinezonie roboczym. Bo ubranie wskazuje na jego zamożność, a im więcej ma pieniędzy, tym lepiej będzie mógł zabezpieczyć potencjalne potomstwo.
K.D.: Tylko co ma do tego studniówka?
T.Ł.: Bale zawsze pełniły funkcję tańca godowego, choć dziś nie przekłada się to wprost na rozrodczość, a raczej na budowanie prestiżu. Dlatego kobiety idąc na bal, będą inwestować w kosmetyczkę i solarium, bo świeża, rumiana skóra jest oznaką zdrowia. Wyeksponują też cechy świadczące o innych zdolnościach reprodukcyjnych, jak np. stosunek obwodu talii do bioder. Mądrze uczynią, inwestując w sukienkę podkreślającą tę cechę, lecz już jej marka czy cena będzie zapewne dla partnera obojętna. Natomiast mężczyzna lepiej zrobi, gdy włoży markowy garnitur lub wynajmie limuzynę, by zawieźć swą partnerkę na bal.
Czytaj resztę wpisu »


Adopcja, in vitro i geny

29/12/2007

Ostatni tekst, poświęcony kuriozom, które nasi biskupi opowiadają na kazaniach o zapłodnieniu in vitro, wywołał spore kontrowersje. W dyskusjach, tak na WordPressie, jak i na Salonie, powtarzało się zwłaszcza najważniejsze chyba w tym kontekście pytanie: po co w ogóle w ramach drogiej i moralnie wątpliwej procedury tworzyć nowe istoty ludzkie, skoro na świecie już żyją zastępy sierot, czekających na nowy dom i nowych rodziców, którzy pokochają je, jak własne dzieci. Odpowiedź, paradoksalnie, wcale nie jest trudna.

Na początek należy stwierdzić rzecz podstawową: niezależnie od tego, co chcielibyśmy o sobie myśleć, jesteśmy przede wszystkim stworzeniami biologicznymi. Nie możemy wyjść poza ograniczenia, które narzuca nam nasza fizjologia i skomplikowane algorytmy sterujące naszymi popędami. Odczuwamy potrzebę jedzenia (zwłaszcza pokarmów słodkich, tłustych i słonych) – i jemy, nawet jeśli mamy nadwagę i zdajemy sobie sprawę, że powinniśmy schudnąć. Zasypiamy, gdy jesteśmy zmęczeni, nawet gdy robimy wszystko, by nie zasnąć. Angażujemy się w zachowania seksualne z przygodnymi partnerami, nawet jeśli kochamy swego współmałżonka, chcielibyśmy spędzić z nim resztę życia i wiemy, że krótkiego wyskoku będziemy później długo żałować. No i wreszcie chcemy (zwłaszcza gdy jesteśmy kobietami) mieć dzieci. Najlepiej (zwłaszcza gdy jesteśmy mężczyznami) własne.

Z zapanowaniem nad wyżej wymienionymi instynktami mamy (na ogół) olbrzymie problemy – tak jakby (jeśli posłużyć się metaforą komputera) za ich uruchamianie i wygaszanie odpowiadały oddzielne „programy”, poza kontrolą tego, co uznajemy za świadomy „system operacyjny”. Możemy na pewnym poziomie doskonale wiedzieć, że powinniśmy kogoś (dziecko, partnera) kochać, miłość jest jednak emocją, a emocje jako takie nie poddają się kontroli rozsądku. To już raczej rozsądek daje się czasami ponosić emocjom…

Czytaj resztę wpisu »


Płeć, mózg i biologia

12/12/2007

Poprzedni tekst (o autyzmie) nieoczekiwanie wywołał gorącą dyskusję, skoncentrowała się ona jednak nie tyle na samym schorzeniu, ile na biologicznych i kulturowych uwarunkowaniach płci. Obiecałem wówczas, że następny post poświęcony będzie w całości różnicom między mężczyznami a kobietami. Wbrew pozorom i “postępowej” indoktrynacji, prowadzonej na niektórych wydziałach humanistycznych, różnice te istnieją: badania i metaanalizy psychologów ewolucyjnych, neurologów i genetyków wskazują, że biologicznie warunkowana płeć wpływa na to, w jaki sposób myślimy, uczymy się, widzimy, słyszymy, odbieramy bodźce dotykowe, smaki i zapachy, porozumiewamy się, walczymy, kochamy, odnosimy sukcesy i ponosimy porażki.

Najciekawsze (i jednocześnie najbardziej kontrowersyjne, choć z drugiej strony już nieco zdezaktualizowane) kompendium na temat różnic międzypłciowych w budowie i funkcjonowaniu mózgu wyszło po polsku w 1993. Chodzi oczywiście o kultową “Płeć mózgu”. Autorzy książki, Anne Moir i David Jessel, opisują setki badań świadczących o tym, że mężczyźni i kobiety różnią się dość drastycznie… właściwie od chwili narodzin. Już kilka godzin po przyjściu na świat dziewczynki są bardziej wrażliwe na dotyk niż chłopcy. Od pierwszych dni są bardziej skłonne do komunikowania się z innymi żywymi istotami. Jedno z badań, przeprowadzone na kilkudniowych niemowlętach, wykazało, że dziewczynki spędzają prawie dwa razy więcej czasu niż chłopcy na utrzymywaniu kontaktu wzrokowego z milczącym dorosłym. Co więcej, przyglądają się także dłużej, kiedy dorosły mówi. Chłopcy przyglądali się tyle samo, niezależnie od tego, czy dorosły mówił, czy też nie; w ogóle zwracali większą uwagę na bodźce wizualne, niż dźwiękowe. Podobne, wspierające tezy Moir i Jessela wyniki dla dzieci dwunastomiesięcznych uzyskali całkiem niedawno Svetlana Lutchmaya, Simon Baron-Cohen i Peter Raggatt.

Jeszcze większe różnice wyżej wspomniana trójka uczonych odkryła w testach kompetencji werbalnej. Co więcej, według Moir i Jessela jednotygodniowa dziewczynka, w przeciwieństwie do chłopca, potrafi odróżnić płacz innego dziecka od hałasu o podobnej sile. Małe panie od kołyski gaworzą przede wszystkim do ludzi lub innych istot żywych. Większość chłopców na pierwszy rzut oka wydaje się równie gadatliwa, jednak aktywność tę przejawiają w równym stopniu do zabawek lub innych martwych przedmiotów. Dziewczynkom zdarza się to również, ale – jak twierdzą autorzy “Płci mózgu” – znacznie rzadziej.

W wieku czterech miesięcy dziewczynki są w stanie odróżnić fotografie znanych im osób od fotografii nieznajomych – umiejętność, którą chłopcy nabędą znacznie później. Lutchmaya, Baron-Cohen i Raggatt ustalili w ramach jednego ze wspomnianych już badań, że jednoroczne dziewczynki spędzają więcej czasu na obserwowaniu matki niż jednoroczni chłopcy. A gdy tak małym dzieciom pozwoli się wybierać film do oglądania, dziewczynki dłużej patrzą na obrazy twarzy ludzkich, podczas gdy chłopcy skłaniają się ku filmom o samochodach.

Czytaj resztę wpisu »


Dwa końce autyzmu

03/12/2007

W sobotę 1 grudnia rozpoczął się Europejski Tydzień Autyzmu – ciąg organizowanych w różnych miastach imprez mających promować wiedzę o tej niezwykłej chorobie. A właściwie nie o chorobie, lecz o kategorii chorób, bo autyzm to zbiorcza nazwa kilku związanych ze sobą (ale tylko do pewnego stopnia) i wykazujących pokrewne objawy osiowe schorzeń. Najbardziej znanym z nich jest autyzm dziecięcy – zaburzenie rozwojowe, powodowane przez wrodzone (i najprawdopodobniej w dużej części genetycznie uwarunkowane, choć badacze nie wykluczają wpływu innych czynników – choćby niektórych leków przyjmowanych przez kobietę w okresie ciąży) nieprawidłowości w funkcjonowaniu mózgu. Objawia się daleko idącymi problemami w porozumiewaniu się z otoczeniem i kontaktach społecznych i zaczyna dawać się człowiekowi we znaki na wczesnych etapach rozwoju. To właśnie tę jednostkę chorobową mamy na myśli najczęściej, gdy mówimy o autyzmie.

Etiologia schorzenia wywoływała i wywołuje kontrowersje. Początkowo uważano, że autyzm wszczepia dziecku odrzucająca (nawet podświadomie!), nadmiernie zdystansowana lub chłodna emocjonalnie matka. Dziecko, jak postulowali zorientowani środowiskowo badacze, tracić miało zdolność do nawiązywania kontaktu z otoczeniem na skutek dorastania w próżni emocjonalnej. Strach myśleć, ile kobiet, którym zdarzyło się urodzić autystyka, odchodziło potem latami od zmysłów obwiniając się o to, co „zrobiły” swemu dziecku. Pytanie zresztą, jaką miały alternatywę, skoro w tym samym czasie ci sami psychologowie rozwojowi z kamienną twarzą głosili, że matka emocjonalnie nazbyt zaangażowana niechybnie wpędzi dziecko w homoseksualizm i wszelkie możliwe nerwice. Największym desperatkom pozostawał jeszcze złoty środek, czyli łagodne lub ostre traktowanie dziecka w zależności od tego, jak się zachowuje: psychoterapeuci obiecywali wtedy schizofrenię.

Czytaj resztę wpisu »


Po co mordujemy?

12/11/2007

Lepiej późno niż wcale: zapowiadany dawno temu „Klub Trójki”, poświęcony książce Bussa „Morderca za ścianą”. Dla niezorientowanych: David Buss to jeden z najważniejszych amerykańskich psychologów ewolucyjnych, pomysłodawca i koordynator bodaj największych w historii badań na temat kobiecych i męskich preferencji wyboru partnera. Badania przeprowadziła w latach 1984-1989 na 37 kulturach (w tym również w Polsce) pięćdziesięcioosobowa armia psychologów (w tym Janusz Czapiński, Stanisław Mika i Ryszard Pieńkowski), a ich wyniki wstrząsnęły światem nauk społecznych. Pokazały bowiem ponad wszelką wątpliwość, że wbrew postulatom rozmaitej maści genderowców i innych deterministów społecznych, kobiety i mężczyźni wykazują stałe psychiczne cechy i preferencje bez względu na kulturę, w której przyszło im żyć. I w każdej kulturze obie płcie dość drastycznie się od siebie pod tym względem różnią.

W Polsce Buss znany jest przede wszystkim z podręcznika akademickiego Psychologia ewolucyjna oraz popularnonaukowych książek Ewolucja pożądania i Zazdrość – niebezpieczna namiętność. Wszystkie koncentrują się na różnicach między płciami w podejściu do seksu i wyboru partnera tudzież w strategiach funkcjonowania w związku. Morderca za ścianą, jak wskazuje sam tytuł, dość drastycznie zatem wyróżnia się tematyką – o czym więcej w rozmowie. Przy mikrofonach Jerzy Sosnowski, prof. Bogdan Wojciszke, prof. Wojciech Pisula i moja (skromna) osoba:


Byle nazwisk nie przekręcali

25/10/2007

We wtorek, w ramach Celebrity Deathmatch w radiu VOX FM (który to program przewrotnie ktoś kiedyś nazwał W dobrym tonie) wystąpiłem w audycji z dominikaninem Marcinem Dąbkowiczem. Miało być o plotce, nieoczekiwanie tymczasem skończyło się… sporem o naturę ludzką.

Pojedynek mistrzowsko poprowadziła Iwona Schymalla, a sędziowała błyskotliwie Lidia Stanisławska (przy okazji: autorka tytułowego bonmotu). Mimo obecności dam w studiu, generalne starcie okazało się nie do uniknięcia, choć nastąpiło dopiero w drugiej połowie. Kto wygrał, osądźcie sami:


Źródła płci

29/09/2007

Zapowiadają mi się dziś dwa programy o kobiecości i – pośrednio – również o męskości. Pierwszy to Studio TVP Kultura o 19:30. Honory gospodarza spełniał będzie Jerzy Sosnowski, zaś gośćmi, oprócz mnie, będą Agnieszka Graff, Katarzyna Moczulska i Tomasz Jastrun. Temat niecodzienny: femme fatale w kulturze.

Drugi gościnny występ będzie miał miejsce w TOK FM o 21:00, w programie psychologicznym “Lustro”. Tym razem będzie głównie twarda socjobiologia – tytułem wprowadzenia parę słów zatem o tym, jak dziś psychologia ewolucyjna płeć ujmuje, i dlaczego.

Zacząć należy od stwierdzenia, że – jak uważają socjobiolodzy – niemal wszystkie obserwowane biologiczne różnice między płciami są prostą konsekwencją asymetrii inwestycji rodzicielskich. Asymetria ta widoczna jest u prawie wszystkich gatunków rozmnażających się płciowo i zaznacza się już na poziomie gamet. Obrazowo opisuje ją tam Steven Pinker w Jak działa umysł:

Plemnik jest mały i tani, organizm może więc równie dobrze wyprodukować ich wiele, dać im zewnętrzny motor, by szybko dostały się do jaja, i narząd, który wypuszczają w drogę. Jajo jest duże i cenne, a więc organizm powinien dać mu fory, zaopatrując je w żywność i ochronną powłokę. To sprawia, że jajo jest jeszcze droższe, aby więc chronić inwestycję, organizm wy ewoluował narządy, dzięki którym zapłodnione jajo może rosnąć wewnątrz ciała i absorbować jeszcze więcej pożywienia; nowy potomek jest wypychany na zewnątrz dopiero wtedy, kiedy jest dość duży, by przetrwać. Te struktury zwane są męskimi i żeńskimi narządami rozrodczymi.

Robert Trivers w szeroko cytowanym artykule Parental investment and sexual selection jako pierwszy postawił tezę, iż wszystkie znaczące różnice (tak fizyczne, jak i psychiczne) między płciami mogą być konsekwencjami tych pierwszych różnic w inwestycji, które pociągnęły za sobą – bo pociągnąć musiały – następne. Charakter inwestycji (energia, czas, ryzyko, pokarm) ma w takim wypadku drugorzędne znaczenie: chodzi przede wszystkim o fakt, że skoro przedstawiciel jednej z płci już na początku więcej inwestuje, relatywna wartość potomka jest dla niego wyższa (bo więcej zainwestował), dlatego również łatwiej będzie się godził z kolejnymi inwestycjami. Dla Triversa nie grało roli pytanie, czy decyzje tak zachowującej się jednostki byłyby wynikiem zastosowania przemyślanej strategii, czy instrukcji, która znalazła się w DNA za sprawą doboru naturalnego – wystarczyło mu stwierdzenie, że tak po prostu wynika z modelu. Skoro zaś natura, jak to ujął swego czasu Richard Dawkins, nie znosi rozrzutności, asymetria inwestycji bardzo szybko musiała również wymusić na przedstawicielach mniej inwestującej płci tendencję do unikania inwestycji, a na przedstawicielach płci więcej inwestującej – tendencję do wyszukiwania takich partnerów, którzy nie będą się od inwestycji uchylali – i tak dalej.

Czytaj resztę wpisu »