Antypirackie piractwo

09/01/2009

Internauci w Chile mają sporą uciechę. Szef ichniejszego ZAIKS-u (Sociedad Chilena del Derecho de Autor) nazwiskiem Fernardo Ubiergo (w cywilu znany na lokalnym rynku piosenkarz) zaliczył tydzień temu wpadkę, po której wrogowie emulów i torrentów długo będą dochodzić do siebie… W trakcie wykładu na temat nowej, forsowanej przez SCD ustawy o ochronie praw autorskich (zakładającej m.in. kary więzienia za wymianę plików w sieci), który wygłaszał w północnochilijskim mieście Antofagasta, przy próbie otwarcia Power Pointa z prezentacją na oczach sali wyskoczył biedakowi komunikat: “Esta Copia de Microsoft Office no es Original“. Tłumaczyć chyba nie trzeba.

Zdenerwowany bojownik o przestrzeganie praw autorskich (ale tylko na cudzych komputerach) wykazał się co prawda refleksem i czym prędzej zamknął program, zaś większość obecnych dyplomatycznie udała, że nic nie widziała, na sali byli jednak także dziennikarze. Samo feralne okienko zdołał uwiecznić na zdjęciu reporter lokalnego dziennika El Nortero. Jak można się było spodziewać, news szybko zawojował hiszpańskojęzyczną sieć (dla niezorientowanych: dziesięć razy większą od polskiej i chyba ze dwadzieścia razy bardziej nasyconą piractwem). Nic dziwnego, że już dwa dni po wypadku Ubiergo z hukiem podał się do dymisji, której zresztą jego stowarzyszenie nie przyjęło, argumentując, że komputer był używany nie tylko przez prezesa i nielegalne oprogramowanie zainstalować mogła na nim osoba trzecia. Najpewniej po kryjomu i w celach sabotażu. Jak to pirat.


Media i niepełnosprawność

03/12/2008

Przypadający dziś Światowy Dzień Niepełnosprawnych skłania do zastanowienia się nad tym, w jaki sposób osoby na wózkach, o kulach, laskach etc. przedstawiane są na co dzień w środkach masowego przekazu. Całkiem niedawno przeprowadziłem na potrzeby konferencji “Prawie sprawni niepełnosprawni” małe badania kontentu mediów pod tym kątem, i teraz jest okazja napisać trochę o ich wynikach.

Rozważania warto zacząć od kluczowych w tej dziedzinie wiadomości o systemie poznawczym człowieka. Upraszczając, powiedzieć można, że to, co inne, odróżniające się od otoczenia i zaskakujące na ogół przykuwa naszą uwagę w większym stopniu, niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni lub to, czego się spodziewamy. Czy nam się to podoba, nasi przodkowie funkcjonowali na ogół w zmiennym, pełnym niebezpieczeństw środowisku. Nic zatem dziwnego, że wyewoluowali system poznawczy, który nagradzał zainteresowanie tym, co niezwykłe, dziwaczne lub odstające od średniej statystycznej – a więc i potencjalnie niebezpieczne. Kiedy widzimy, że wszystko jest takie, jak byśmy oczekiwali, że będzie, nie ma w istocie sensu angażować procesów poznawczych do analizy czy skupiania uwagi – bardziej ekonomiczne jest zaangażować je w inną aktywność. Inaczej sytuacja wygląda, gdy w okolicy pojawi się przedmiot lub osoba, które w jakikolwiek sposób odstają od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – wówczas nasza uwaga w naturalny sposób wędruje w ich kierunku. Ten właśnie fakt odpowiada prawdopodobnie za zainteresowanie, jakim od czasów historycznych społeczeństwa obdarzały osoby z różnorakimi, zwłaszcza wrodzonymi zniekształceniami ciała, czego skutkiem były m.in. występujące w Europie jeszcze sto lat temu objazdowe cyrki. Przed epoką kina i telewizji dawały one wielu jedyną i niepowtarzalną okazję obejrzeć sobie „potwora” lub „dziwadło”. We współczesnym świecie, czy nam się to podoba, czy nie, ich rolę przejęły media. I spełniają tę rolę, w pierwszym rzędzie skupiając się na tym, co niezwykłe.

Skoro wiemy już, dlaczego w ogóle się niepełnosprawnych pokazuje, spróbujmy się zastanowić, dlaczego zwykle dzieje się to w atmosferze tragedii, żalu, strachu czy współczucia. Ano, tak się niestety składa, że we wszystkich zbadanych kulturach większość ludzi przedkłada przekazy nasycone emocjami nad komunikaty zimne i obojętne. Badania psychologów poznawczych nie od dziś pokazują, że negatywne emocje i zdarzenia znacznie lepiej ogniskują uwagę niż pozytywne: trudniej nam zasnąć oglądając walkę niż scenę, w której partnerzy szepczą sobie czułe słowa. Nic więc dziwnego, że w przekazach medialnych strach, złość, żal, smutek, nienawiść i desperacja “sprzedają się” znacznie lepiej niż radość czy afirmacja. A osoba niepełnosprawna ma to do siebie, że w znacznie większym stopniu niż osoba pełnosprawna może być w takim programie nośnikiem lub wyzwalaczem negatywnych emocji. Choroba lub kalectwo na naszych ekranach zatem albo straszą, albo unieszczęśliwiają (jeśli nie samego nimi dotkniętego, to jego otoczenie), albo stanowią wyzwanie, z którym należny się zmagać, by odzyskać szczęście, dobre mniemanie o sobie czy szacunek otoczenia.

Czytaj resztę wpisu »


Opowieści z krypty

18/11/2008

Lubimy czytać o śmierci i cierpieniu, oglądać filmy, których bohaterowie borykają się z nieuleczalnymi chorobami, płakać nad dziećmi urodzonymi z wadami rozwojowymi i rodzinami ofiar wypadków z nieodwracalnymi uszkodzeniami mózgu, targanymi coraz bardziej absurdalną nadzieją. Wszystko to stanowi paradoks nie mniejszy niż niedawno omawiana tu ludzka predylekcja do horrorów i kto wie, czy nie ma nawet podobnych ewolucyjnych korzeni. Tę zagadkę, w mrocznych kryptach kościoła św. Augustyna w Warszawie rozwiązywałem ostatnio z Agnieszką Sitko i prowadzącym Mikołajem Foksem, co potem można było zobaczyć w programie “Kruchta kulturalna” na trochę nietypowym dla mnie kanale Religia TV.


Pocztówki z Salzburga

11/06/2008

Koordynowanie europejskiego projektu badawczego, takiego jak EU Kids Online, wiąże się od czasu do czasu z pewnymi pozytywami. Jednym z nich jest fakt, że Komisja Europejska regularnie funduje uczestnikom programu “wczasy robocze” w różnych atrakcyjnych turystycznie punktach naszego kontynentu – a wszystko po to, by z żywotnymi problemami Unii (takimi jak ochrona dzieci przed zagrożeniami czyhającymi na nie w Internecie) mogli się naukowcy zmagać w warunkach maksymalnie sprzyjających koncentracji. Biorąc pod uwagę wzniosły cel, trudno się dziwić, że na miejsce czerwcowego spotkania roboczego wybrano pewne miasteczko w Austrii, w którym zupełnie przypadkowo właśnie zaczęły się mistrzostwa Europy w piłce nożnej.

Urok Salzburga tkwi przede wszystkim w tym, że miasto de facto leży w lesie, co więcej, w lesie pokrywającym niezbyt w tym miejscu wysokie, za to jak zwykle malownicze Alpy. Starówka otoczona jest górami, które kiedyś stanowiły naturalną linię obronną miasta, i na których wciąż stoją domki i zameczki, jakby żywcem wyjęte z baśni braci Grimm lub ich disnejowskich adaptacji. W efekcie dostajemy cudowny kicz, w którym chyba każdy chciałby sobie jakiś czas pomieszkać:

Czytaj resztę wpisu »


Dziewictwo, kaganiec i knebel

17/05/2008

Jak daleko można posunąć się w reklamie? Czy są granice, których nadawcy komunikatów (nie tylko reklamowych) nie powinni przekraczać? W programie Piotra Zworskiego „Twarzą w twarz” spieram się na ten temat z Juliuszem Braunem, byłym przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji i aktualnym szefem Związku Stowarzyszeń Rada Reklamy. Punktem wyjścia dyskusji jest nieco już przebrzmiała kampania House’a “Strzeż mnie ojcze”.


Satyra w Trzeciej RP

02/09/2007

W “Rzeczpospolitej” wspominki o cenzurze. Janusz Rewiński opowiada Jackowi Cieślakowi, jak od kuchni wyglądało zdjęcie programu “Ale Plama” z anteny TVN:

Rewiński: Odeszliśmy na własną prośbę, ale przecież poszło o to, że politycy wyegzekwowali lojalność od stacji, której dali koncesję, bo nic w naszym kraju, a zwłaszcza w polityce, nie dzieje się przypadkowo.
Cieślak: Jaką lojalność ma pan na myśli?
R: (…) Kiedy padło pytanie, jak przedłużyć panowanie dynastii Kwaśniewskich, Marek Ungier rzucił koncepcję z Jolantą, królową Polski. Powstała charytatywna fundacja, pojawiły się plakaty w szpitalach, pani kopała piłkę na stadionach, uczestniczyłem w tym, bo mnie zapraszano. Eros Ramazzotti przyjeżdżał i śpiewał. Zaczęły się występy w Dobrym Sercu TVN. I ludzie pięknie to przyjmowali. (…)
C: A pan?
R: Poczułem się zaprzęgnięty do rydwanu pani Joli. Pani Jolanta zaczęła występować w naszym programie! (…) To było tak sprytnie zrobione, że pojawiała się w czasie przerwy na reklamy. (…) Pani Jola nie zawsze mogła być w telewizji o godzinie 17, kiedy emitowano “Ale plama”. Mogła być wcześniej lub później, dlatego zmieniano nam pory emisji, o czym nie wiedzieliśmy. Ktoś nam o tym życzliwie doniósł, więc zapytaliśmy, o co chodzi. (…) Mogłem znieść jak moją inteligencję robił na szaro właściciel, ale jak zajął się tym szeregowy pan, który wciskał mi, że żaba jest szorstkowłosa, tylko trzeba to dojrzeć (…), oszukać się nie dałem. Już wiedziałem, że pani Jola nie może być w TVN o 17, bo wyjechała kopać piłkę na stadionie.

Czytaj resztę wpisu »


Miłość w miejscach publicznych

14/02/2007

Z okazji Walentynek, dziś – zamiast tradycyjnego postu – Popołudnik Radia BIS sprzed miesiąca, poświęcony obłapianiu się przez zakochane pary na oczach bliźnich. Justyna Dżbik, Tomek Michniewicz i ja w roli eksperta. W sześciu soczystych odsłonach.

 

 


UFO na Czerskiej

10/02/2007

Przesądy straszą współcześnie nie słabiej niż za czasów mac z dzieci i czarownic na miotłach, tyle że moda na to, czego bać się wypada, zmieniła się, jak wszystkie mody, wielokrotnie w ciągu ostatnich 700 lat. Dlatego na kogoś, kto boi się np. strzyg, patrzymy dziś jak na mentalnie uwięzionego w średniowieczu idiotę, gdy tymczasem osoba ogłaszająca, iż wierzy, że modyfikowane genetycznie orzeszki ziemne szkodzą ludziom bardziej niż naturalne, traktowana jest jako zdrowy, mający po prostu własne zdanie obywatel. Ba, w dzisiejszym świecie ów ignorant ma takie samo prawo do decydowania w temacie, o którym nie ma bladego pojęcia, jak ekspert, który np. zęby zjadł na badaniach wpływu modyfikacji DNA na organizmy. Absurd ten zwie się demokracją.

Gdzieś w połowie drogi między strzygami a modyfikacjami genetycznymi plasuje się UFO. Ludzie, którzy utrzymują, że rządy światowe ukrywają fakty na temat niezidentyfikowanych obiektów latających i ich pasażerów, zwykle traktowani są jako niegroźni dziwacy. Fakt, że boją się czegoś, co już blisko dekadę temu wyszło z mody (za przełom można uznać sklonowanie owieczki Dolly – wydarzenie, które wywindowało straszną już wcześniej genetykę na szczyty w rankingach fobii) czyni ich zresztą dość mało atrakcyjnymi medialnie. No, chyba że zaczynają być interdyscyplinarni, wypływając z wartkich potoków ignorancji w dziedzinie fizyki i astronomii na szerokie wody ignorancji w dziedzinie biologii.

Przykład można było zobaczyć wczoraj, gdy portal gazeta.pl (emanacja oświeconego środowiska postępowej, od lat edukującej Polaków “Gazety Wyborczej”) doniósł z hukiem, że konkurencyjny “Fakt” (a w oryginale nawet “SuperExpress”) napisał, iż “Komsomolskaja Prawda” na swej stronie internetowej (do której w artykule był link) upubliczniła nagranie stworzenia, które przed konsumpcją uwiecznili rybacy z Taganrogu (port nad Morzem Azowskim w obwodzie rostowskim). Tytuł na stronie Agory (Wyłowili ufoludka i go zjedli) nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości przedziwnej istoty. Pewne podejrzenia budzić mógł co prawda fakt, że rybacy tak się pospieszyli z konsumpcją dziwadła (musieli być albo bardzo głodni, albo bardzo pijani, skoro się nie bali, że przybysz może im zaszkodzić), niemniej – jak widać – w trzech kolejnych redakcjach żadnemu dziennikarzowi nie zadrżała ręka. Bo przecież rolą prasy informować.

Nieszczęściem dla redakcji spragnionych zarówno sensacji, jak i wiarygodności, Internet to medium, w którym żadna napisana przez niedokształconego dziennikarza (pasowałoby tu świetnie określenie „niedokształciuch”) bzdura długo nie pożyje. Już w czwartym w kolejce komentarzu na forum pod artykułem znalazł się link do strony pełnej zdjęć innych, jeszcze żywych „ufoludków”, których – jak się okazuje – żyje dziś na ziemi całkiem sporo, zwłaszcza przy wybrzeżach Kalifornii (dziwi teraz kogokolwiek, czemu to właśnie w Hollywood kręci się tyle filmów o UFO?). Link szybko podchwycili blogerzy, znalazł się również na Wykopie. O jakości polskiego dziennikarstwa niech świadczy jednak fakt, że wzmianka o tym nadal nie pojawiła się w artykule na gazecie, wciąż linkowanym na stronie głównej portalu.

Cóż, powiecie, psy szczekają, karawana jedzie dalej. Ciekawym tylko, gdzie zajedzie w sytuacji, gdy co drugi szczekający pies mądrzejszy od całej karawany…



Rozdwojenie jaźni

03/02/2007

Myślałem ostatnio sporo nad tym, w jakim kierunku miał iść, a w jakim poszedł mi blog. I wyszło, że z czasem się zrobił monotematyczny, względnie ditematyczny. Zakładając go, potworzyłem tagi takie jak “Nauka”, “Technika”, “Psychologia”, “Ewolucja” i “Socjobiologia”; były także “Polityka” i “Rozrywka”, jednak miały być używane od czasu do czasu tylko – gwoli urozmaicenia i rozruszania skostniałego naukowego dyskursu.

Z biegiem czasu jednak dwa te tagi rozrosły się na tyle, że mi niemal bloga zjadły. Dlatego przyszedł czas na to, by nieco krwi im upuścić. Powstanie w ten sposób nowy, posoczysty kanał tekstowo-filmowy.

Miłej lektury.



Media, media

31/01/2007

Ci, którzy – nie mając dostępu do Superstacji – wyrażali wczoraj głośne niezadowolenie z powodu niemożności obejrzenia mnie na wizji, mogą teraz nadrobić zaległości. Co prawda tylko przez kilkadziesiąt sekund, niemniej moja gadająca głowa straszyła dziś kilka razy w polsatowskiej Interwencji (odcinek poświęcony nabieraniu babć na lecznicze kołderki za 4 tysiące i poduszeczki za 300 zł), co można sobie teraz zobaczyć odtwarzając nagranie na stronie programu.

Bardziej wyrafinowani (cierpliwi tudzież cierpiący na bezsenność) smakosze mogą sobie tymczasem posłuchać w radiu VOX FM dziś w nocy między dwudziestą czwartą a drugą powtórki programu “W dobrym tonie”, w którym przez bite dwie godziny deliberuję z Kamilą Waleszkiewicz i Dorotą Gobiecką nad sposobami spędzania wolnego czasu. Program prowadzi Patrycja Michońska.