Rząd przyjął projekt zmian w Kodeksie karnym, dzięki którym polskie prawo przestanie w końcu być tak bardzo criminal-friendly. Zwiększy się poziom bezpieczeństwa w miejscach publicznych – karane będzie nawet noszenie przy sobie noża, o ile materiał dowodowy wskaże na zamiar jego użycia. Skończy się ciąganie po sądach tych, którzy, napadnięci we własnych domach, zamiast pokornie dać się skroić lub pokroić, stawili opór raniąc bądź zabijając przestępcę. Rzezimieszków będzie teraz można karać wsadzając za kratki już po ukończeniu 15 roku życia (nadal absurd z punktu widzenia ofiary morderstwa, która przecież nie cierpiała mniej dlatego, że morderca miał dopiero 14 lat – niemniej w stosunku do tego, co mamy teraz, spory postęp). Posiedzą tam dłużej, dzięki czemu jeszcze bardziej zwiększy się poziom bezpieczeństwa. Do pełni szczęścia brakuje tylko kary śmierci.
Kodeks marzeń – realizacja
24/04/2007Przywracanie proporcji
28/10/2006Śmierć zaszczutej przez rówieśników 14-latki być może nie pójdzie na marne. Rząd (w osobie premiera i ministra sprawiedliwości) wreszcie postanowił zabrać się na serio za uprzywilejowanie młodych bandytów w stosunku do bandytów starszych. Biorąc pod uwagę, że – o czym już kiedyś pisałem – starsi bandyci i tak pozostają uprzywilejowani w stosunku do ludzi, których gwałcą, okradają i mordują, nie jest to zbyt wiele. Niemniej wysiłki Ziobry i Kaczyńskiego trzeba docenić, gdyż w świecie, w którym dyskurs publiczny zdominowali zwolennicy maksymalnych praw dla przestępców i żadnych praw dla ofiar, dają nadzieję na przywrócenie właściwych proporcji.
Jak daleko nam do tych proporcji w stosunku do dorosłych, najgroźniejszych gangsterów, pokazuje artykuł Macieja Zielińskiego, który ukazał się w warszawskim dodatku do “Dziennika” z 25 października:
Tylko w zeszłym roku w stolicy doszło do dwóch głośnych morderstw. (…) W obu śledztwach przewija się ten sam motyw: morderstwa prawdopodobnie dokonały osoby, które niedawno wyszły na wolność.
– Tacy ludzie są najodpowiedniejsi do tego typu zadań – twierdzi Bronisław Młodziejowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego. – W polskich więzieniach nie ma mowy o resocjalizacji. Przestępcy najczęściej wychodzą z nich jeszcze bardziej zdemoralizowani, niż byli. Dodatkowo w kryminałach doskonalą swój fach – dodaje.
Mimo to służba więzienna nie informuje policji o wychodzących na wolność groźnych przestępcach. – Nie mamy do tego prawa – mówi Luiza Sałapa, rzecznik prasowy Służby Więziennej. – Możemy zawiadomić policję tylko wtedy, gdy na wolność wychodzi osoba skazana za pedofilię, u której psycholog stwierdzi zaburzenia na tle seksualnym. W każdym innym przypadku byłoby to pogwałcenie prawa do prywatności. Skazany po odbyciu kary jest traktowany tak samo jak każdy inny obywatel. Nie możemy zakładać, że ponownie złamie prawo (…).
Takie przepisy utrudniają pracę policjantom, którzy przed rozpoczęciem niemal każdego śledztwa muszą przewertować dziesiątki akt i sprawdzić, czy przestępcy odsiadujący wyrok już wyszli na wolność. – Na pewno przepis, który pozwoliłby nam na otrzymywanie takich informacji bardzo ułatwiłby nam życie – twierdzi Mariusz Sokołowski, rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Polcji. (…) – O tym, że na wolności jest bandyta, który siedział „tylko” za rozboje, pobicia i haracze, dowiadujemy się, kiedy zatrzymamy go za popełnienie kolejnego przestępstwa. Tak samo jest z tzw. żołnierzami mafii – mówi oficer operacyjny ze stołecznej komendy. (…)
Tymczasem wychodzący na wolność warszawscy gangsterzy nawet nie kryją się z zamiarami powrotu na przestępczą drogę. – Zbigniew W. ps Zbytek, jeden z szefów „Pruszkowa” na wolność wyszedł w lutym. Jeszcze tego samego dnia urządził (…) imprezę ogłosił na niej, że reaktywuje grupę – mówią policjanci. – Albo Marek C. ps Rympałek, który wyszedł na wolność w kwietniu. Już jest podejrzany o handel narkotykami. Mimo dziesiątków takich przykładów prawo wiąże nam ręce. Nie możemy nawet śledzić gangstera, który własnie opuścił więzienną celę. Dlaczego? Bo mógłby nas oskarżyć o nękanie. Przecież to jest chore.
Cały artykuł jest wstrząsający, ale najbardziej wstrząsająca jest pojawiająca się w nim wypowiedź jednego z najsłynniejszych polskich znawców prawa, pokazująca, komu prawo w Polsce ma robić dobrze w pierwszej kolejności:
Choć zmiana prawa niewątpliwie poprawiłaby bezpieczeństwo stolicy, karniści są jej przeciwni. – Takie uprawnienia przybliżyłyby nasz kraj do państwa totalitarnego – mówi Marian Filar, kierownik Katedry Prawa Karnego i Polityki Kryminalnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. – Nie jestem dzieckiem i zdaję sobie sprawę, że osoby, które zostały skazane za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, najprawdopodobniej po opuszczeniu więzienia nadal będą łamać prawo. Jednak nie jest to argument, aby piętnować ludzi na całe życie.
Ręce opadają. Kiedyś lochy, galery i kamieniołomy były po to, by przestępców izolować i karać – maksymalnie dotkliwie. Potem przyszli ludzie tacy jak profesor Filar i przekonali społeczeństwo, że przestępców należy w pierwszej kolejności resocjalizować. Pod wpływem ich nauk więzienia upodobniły się do hoteli, których rezydenci odpoczywają sobie na koszt tych, na których szkodę działali na wolności, przy okazji doskonaląc się w przestępczym fachu. Po kilku latach takiej bezstresowej resocjalizacji wychodzą jeszcze bardziej zdemoralizowani i robią swoje, po czym znów krótsze lub dłuższe wakacje w więzieniu gwoli podładowania baterii – i koło się kręci. Uczciwi obywatele mogą im tylko pozazdrościć.
Filozofia współczesnego więziennictwa jest w swej istocie spaczona już w założeniu, co zresztą Filar w swej wypowiedzi niechcący przyznał. Jeśli wiemy, że delikwent po opuszczeniu zakładu karnego wróci na drogę przestępczą, po kie licho wypuszczać? Jeśli luksusowe wiezienia nie resocjalizują, czy nie lepiej je pozamykać i trzymać więźniów w łańcuchach w ciasnych piwnicach? Kara dotkliwsza (więc może nie będzie się tam chciało niektórym wracać), a wychodzi znacznie taniej.
Uczciwi obywatele płacą państwu podatki. Za te podatki państwo zobowiązuje się m.in. dbać o ich bezpieczeństwo i ścigać tych, którzy łamią prawo oraz zagrażają zdrowiu i życiu innych. Jak tych zobowiązań dotrzymuje, widać. Jak by nie patrzeć, w kraju, którego kodeksy i sędziowie prawo przestępcy do prywatności stawiają ponad prawem ofiary do zdrowia i życia (które znacznie łatwiej byłoby bronić, gdyby tylko policja śledziła poczynania wypuszczonych gangsterów i psychopatów lub gdyby ich w ogóle nie wypuszczano), Ziobro i Kaczyński mają jeszcze sporo do zrobienia.
Najlepiej wróży sprawie fakt, iż zaczną od najmłodszych. Prewencja zwykle przewyższa terapię w skuteczności, choć wychodzi taniej.
Kuźnie Wszechpolskości
20/10/2006Minister Edukacji Narodowej, Roman Giertych publicznie ogłosił, że już za dwa lata rozpocznie się nabór do nowych ośrodków edukacyjnych, które zamierza stworzyć dla wybranych młodych Polaków. Znajdzie w nich swe miejsce 2-3 procent młodzieży, absolutna elita: o tym, by się dostać do takiej placówki, będą mogli myśleć tylko najlepsi z najlepszych. Szansę na naukę w renomowanym ośrodku dostaną wyłącznie osoby, które już wcześniej udowodnią swą męskość i polskość: przywłaszczą sobie jakąś rzecz na terenie „starej” szkoły, zaczepią nieznajomego bez powodu (najlepiej wyzywając go od pedałów), zniszczą jakiś sprzęt szkolny, uniemożliwią nauczycielowi prowadzenie lekcji lub ośmielą się mu grozić, zmuszą kogoś do czynności upokarzających, pobiją jakiegoś lewaka lub innego mięczaka, wreszcie będą się mogli w swoim CV pochwalić zatrzymaniem lub przynajmniej notowaniem przez policję.
Kodeks marzeń?
03/10/2006Rok akademicki ruszył pełną parą, przez co znacznie mniej mam teraz czasu na bloga (co widać po częstotliwości postów i komentarzy) czy na śledzenie tego, co się dzieje w życiu społecznym i politycznym. Mimo to od czasu do czasu docierają do mnie informacje ze świata. Jedna taka dotarła ostatniej nocy – i niezmiernie mnie ucieszyła.
Jak ustaliła GW, minister Ziobro ma już niemal gotowy projekt nowelizacji kodeksu karnego. Projekt zakłada niewielkie zmniejszenie uprzywilejowania przestępcy w stosunku do ofiary: osoba okradana, gwałcona lub mordowana będzie teraz mogła ranić lub nawet zabić napastnika bez obaw, że dostanie za to więcej lat, niż dostałby ten, co ją napadł. Poza tym wsadzonemu przestępcy, zwłaszcza recydywiście, trudniej będzie wyjść na przedterminowe zwolnienie, by dalej płatać figle wymiarowi sprawiedliwości. I wreszcie, co cieszy najbardziej, złapanych przestępców będzie się zamykać na dłużej. Choć teoretycznie w pierwszej chwili uderzy to uczciwych obywateli po kieszeni, w dalszej perspektywie zwróci się z naddatkiem, zwłaszcza tym, którzy nie zostaną obrabowani lub zaszlachtowani przez przedwcześnie wypuszczonych rzezimieszków.
Raban podniosły różne osoby i organizacje, do tej pory znane z działalności innej niż obrona interesów złodziei i morderców. Najmocniejszy komentarz rzucił prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w kwestii poszerzenia granic obrony koniecznej: Te przepisy zachęcają, by bogaci bronili swojego mienia, zabijając biednych! Zastanawiam się, czy profesor nie wie, czy może udaje, iż nie wie, że do domów czy samochodów nie włamuje się biedota, tylko dobrze zorganizowane gangi, których członkowie żyją z owego procederu zwykle na poziomie wcale nie niższym, niż okradani. Bez względu na to, czy w grę wchodzi ignorancja, czy hipokryzja, chciałbym zobaczyć zachowanie pana profesora, gdy jakieś biedaczysko otworzy w nocy łomem jego drzwi.
Prócz tego zewsząd rozlegają się znane wszystkim zaklęcia o wysokości i nieuchronności kary, które jednak w tym kontekście zupełnie nie mają sensu. Choć jasne jest, że przestępcę w znacznie większym stopniu odstrasza nie wysokość, lecz nieuchronność sankcji (jeśli ktoś wie, że go nie złapią, zwisa mu, czy to, co robi, zagrożone jest sankcją 2 miesięcy, czy może 10 lat za kratkami), nie można redukować znaczenia kary do jej potencjalnego oddziaływania na psychikę. Sankcja karna, oprócz aspektu odstraszania, ma również inny wymiar: powinna w jak najszerszym stopniu eliminować przestępcę ze społeczeństwa. Eliminacji owej kara śmierci służy co prawda lepiej, niż wieloletnie nawet więzienie, niemniej – skoro z uwagi na umowy międzynarodowe nie ma aktualnie szans na wprowadzenie w Polsce egzekucji większych i mniejszych zwyrodnialców – rygorystyczne wsadzanie przestępców do więzień i trzymanie ich tam przez cały okres zasądzonej kary sprawdza się też nienajgorzej. PiS rządzi rok, a już w Polsce dość spadł poziom przestępczości (choć trend zresztą zaczął sie jeszcze przed dojściem partii Kaczyńskich do władzy) – wystarczyło, że prokuratorzy zaczęli żądać większych kar, a sędziowie te kary częściej orzekać, i znaczna część przestępców siedzi dziś, zamiast chodzić po ulicach, zaglądając do naszych mieszkań i aut.
Summa summarum, Ziobrzane zmiany w KK gorąco popieram. Mimo że znowelizowany Kodeks nadal będzie dyskryminował ofiarę i faworyzował kata (który za odcięcie komuś głowy wcale nie odpowie przed sądem własną głową), to jednak stanowi duży krok w stronę przywrócenia równowagi. Cieszy zwłaszcza fakt, że napadnięci na miejscu będą mogli eliminować napadających, przez co społeczeństwo uniknie przyszłych wydatków związanych z procesem i karaniem przestępcy, nie mówiąc już o potencjalnych ofiarach, jeśli delikwent wyjdzie.
Powiem krótko: tak trzymać!
Opublikował/a TŁ
Opublikował/a TŁ
Opublikował/a TŁ