Czy język wpływa na nasze myślenie i postrzeganie świata? Jak dobierając odpowiednie słowa i używając określonych struktur gramatycznych manipulować tymi, którzy nas słuchają? Jakie językowe środki perswazyjne sprawdzają się najlepiej w tak różniących się od siebie komunikatach, jak kuszący nas niską ceną lub innymi zaletami produktu spot reklamowy czy wystąpienie polityka, który chce nas przekonać, że po wyniesieniu na urzędy spełni nasze najskrytsze marzenia? Kiedyś, gdy jeszcze miałem czas i cierpliwość, napisałem o tym książkę. Teraz o gramatycznych środkach wpływania na bliźnich opowiadam w programie “SłowoTok” (TOK FM) Cezaremu Łasiczce:
Podniecamy się tu często reklamami wirusowymi, zapominając, że mają one także słabości. Jedną z nich jest fakt, że jeśli twórca niedostatecznie powiąże opowiadaną historyjkę z reklamowaną marką, to nawet gdy efekt końcowy podbije internet, i tak pies z kulawą nogą może nie dowiedzieć się, co miało być promowane. Przestrogą dla kreatywnych niech będzie choćby zabawny kawałek o lwie i antylopie, który pod różnymi tytułami (ja odkryłem go jako It happenz only in India) od miesięcy robi furorę na głównych serwisach wideo:
To się nazywa cenzura: doprowadzić do usunięcia z YouTube’a wszystkiego, co zawiera w nazwie słowa „Bank” i „BPH”, tylko po to, by potencjalny widz trochę więcej czasu stracił na dotarcie do filmiku, który i tak znajdzie w stu innych miejscach w Sieci. W ten sposób najsłynniejszy od niedzieli polski bank walczy z własną reklamą – która zresztą (nie tylko moim skromnym zdaniem) szerzej rozpromowała rzeczoną instytucję, niż wszystkie dotychczasowe kampanie razem wzięte. Czy jest sens walczyć, niech każdy, kto jeszcze jakimś cudem spotu nie widział, oceni samodzielnie:
Kolejny podcast ze mną: “Masz wiadomość” (Radio BIS) z ostatniej nocy. Temat: mówienie i wystąpienia publiczne, zwłaszcza pod kątem przełamywania tremy. Drugim gościem jest tym razem Daniel Bordman. Wprowadzenie i prowadzenie: Bartek Panek.
Prawo i Sprawiedliwość ma nowy spot reklamowy (powszechnie znany już jako “Mordo ty moja!”), koncentrujący się wokół walki z korupcją. Spot, dodajmy, równie kontrowersyjny, co… wieloznaczny.
Kontrowersje dotyczą przede wszystkim linii argumentacji. Po kilku gestach w stosunku do Platformy (takich jak ogłoszenie LiD-u głównym wrogiem w kampanii), które jednak nie spotkały się z odzewem, PiS postawił na starą, sprawdzoną już w poprzednich wyborach strategię: generowanie i wykorzystywanie podziałów i resentymentów. Biedni nie lubią bogatych, okradani – złodziei. Przekonać człowieka, że jest biedny dlatego, że owoce jego pracy kradną biznesmeni i politycy, nie jest zaś wcale trudno. Każdy z nas ma wbudowane w psychikę silne mechanizmy obronne, które sprawiają, że łatwiej mu uwierzyć, że świat przeciw niemu spiskuje, niż że sam jest życiowym niedołęgą.
“Międzynarodowe rozprzestrzenianie się chorób zagraża zdrowiu” – głosi pierwsze zdanie podsumowania tegorocznego raportu Światowej Organizacji Zdrowia. Żeby nie było, że to tłumacz lub dziennikarz się wyłożył, streszczona wersja oryginalna straszy tylko trochę mniej: International spread of disease threatens public health security.
Budżet WHO to, z tego co się orientuję, jakiś miliard dolarów. Kiedyś sądziłem, że pieniadze te idą na leki i szczepionki dla obywateli biednych krajów. Dziś już wiem, że idą na raporty, z których (wreszcie!) możemy się dowiedzieć, że choroba może zaszkodzić zdrowiu, i że granice we współczesnym świecie (dokładnie tak, jak 200, 500 i 2000 lat temu) nie chronią przed epidemiami.
We wczorajszej “Rzeczpospolitej” znalazłem tekst o homoseksualnych nastolatkach w Ameryce, a dokładniej o tym, dlaczego w ostatnich latach ich liczba w amerykańskich statystykach prawie się potroiła. Autor, Jędrzej Bielecki, korespondent “Rzepy” z Waszyngtonu, do sprawy podszedł w sposób wyjątkowo, jak na polskie warunki, wyważony, sam zaś artykuł można by pokazywać jako wzór tego, jak w neutralny sposób pisać o kontrowersyjnym temacie…
Można by – gdyby nie tytuł, tak dalece odstający poziomem od reszty tekstu, że powstaje podejrzenie, że wymyślono go już w Polsce, by czytelnikom aby nie przyszło do głowy, że stateczny, konserwatywny dziennik pochwala takie bezeceństwa… Zobaczcie sami:
Ci, którzy – nie mając dostępu do Superstacji – wyrażali wczoraj głośne niezadowolenie z powodu niemożności obejrzenia mnie na wizji, mogą teraz nadrobić zaległości. Co prawda tylko przez kilkadziesiąt sekund, niemniej moja gadająca głowa straszyła dziś kilka razy w polsatowskiej Interwencji (odcinek poświęcony nabieraniu babć na lecznicze kołderki za 4 tysiące i poduszeczki za 300 zł), co można sobie teraz zobaczyć odtwarzając nagranie na stronie programu.
Bardziej wyrafinowani (cierpliwi tudzież cierpiący na bezsenność) smakosze mogą sobie tymczasem posłuchać w radiu VOX FM dziś w nocy między dwudziestą czwartą a drugą powtórki programu “W dobrym tonie”, w którym przez bite dwie godziny deliberuję z Kamilą Waleszkiewicz i Dorotą Gobiecką nad sposobami spędzania wolnego czasu. Program prowadzi Patrycja Michońska.
Olgierd wytropił, że WO rozpracował artykuł, który w “Dzienniku” popełnił ostatnio o towarzyszu premierze Michał Karnowski:
Stewardessa podaje ciepły posiłek. Ale Jarosław Kaczyński nie zdąży już go zjeść, zdąży połknąć tylko kilka kęsów. Za chwilę samolot podchodzi do lądowania. Jest 18.40. Dla premiera to mniej więcej środek dnia, który zakończy się dwie – trzy godziny po północy. Czeka go jeszcze lektura wieczornych raportów dziennych, kilka spotkań i potwierdzenie harmonogramu na jutro. Na sam koniec, już w domu, lektura dokumentów lub książki. (…)
Wielki kosz lokalnych smakołyków i radosne gaworzenie z babciami i wnukami wspólnie uprawiającymi sztuki plastyczne w miejscowym domu kultury wyraźnie dobrze nastroiły premiera. I chyba w akcie wdzięczności za ciepłe przyjęcie, chwilę później na konferencji prasowej zorganizowanej w jednej z wojnickich fabryk wśród pachnących farbą, dopiero co wyprodukowanych maszyn drukarskich, wygłosił, po raz pierwszy tak szczerze, swoje credo: Postawiliśmy na zwykłą Polskę. (…) Czytaj resztę wpisu »