Zupełnym przypadkiem zdarzyło mi się ostatnio wylądować w łóżku z Odetą Figurską Moro. Oraz Jerzym Petersburskim. Żeby było jeszcze ciekawiej, z obojgiem naraz. Niestety, łóżko nie wytrzymało i zarwało się pod ciężarem stresu, na skutek czego główna część interakcji musiała odbyć się przy stole:
Strach się nie bać
20/10/2009
Co to jest strach? Czym się różni od lęku, a czym od fobii? Dlaczego dla naszych przodków bardziej opłacalne było uciekać przed wężem niż go gonić? Dlaczego dziś bardziej boimy się pająków niż motocykli na jezdni i mamy większe opory przed lotem samolotem bardziej niż przed jazdą samochodem, nawet jeśli wiemy, że motocykl i samochód statystycznie mają wielokrotnie większą szansę pozbawić nas życia niż pająk czy samolot? Odpowiedź nie jest trudna – w sobotę w Radiu Euro zabrała mi tylko 15 minut:
Dziennikarstwo obywatelskie, vol. 3
08/10/2009Znów dyskusja o dziennikarstwie obywatelskim, tym razem w TOK FM. Pytania zadaje Ewa Podolska, a w studiu oprócz mnie Ewa Krzysiak i Przemysław Trubalski – obydwoje z Wiadomosci24.
I Woody Allen też…
01/10/2009Epilog do wczorajszej rozprawki, czyli rozmowa, z której dowiedziałem się, że Roman Polański to nie jedyny hollywoodzki reżyser z trzynastolatką na sumieniu:
Tragedia górników i żałoba narodowa
21/09/2009Jak przewidywalne i powtarzalne są tematy w polskich mediach? Tak, że aż żal bierze – niestety, bez najmniejszego związku z żałobą. Ten materiał nagrałem prawie 3 lata temu, a na najnowszą po dożynkach imprezę prezydenta pasuje jak ulał. Łącznie z pytaniami: nawet odpowiadałem już dziś na identyczne (i to prawie identycznie!) w pewnym radiu…
Konsumentem być… w UE
17/09/2009Wczoraj obiegła Polskę informacja, że niemal nazajutrz po rozprawieniu się z najbardziej ekonomicznym modelem żarówki (ekonomicznym dla konsumenta – producentowi bardziej od jednej stuwatówki opłaci się sprzedać kilka 40-to lub 60-ciowatówek lub kilkanaście halogenków), Komisja Europejska szykuje się do zakazania sprzedaży telewizorów kineskopowych oraz tańszych modeli pralek, lodówek, zamrażarek, zmywarek i czajników elektrycznych. Wypada to jakoś uczcić, do czego mało co nadaje się lepiej niż sponsorowana przez Parlament Europejski debata w Polskim Radiu Euro na temat tego, w jaki sposób Unia Europejska chroni prawa konsumentów. Znaczy te prawa, których jeszcze im nie odebrała.
Przyszłość dziennikarstwa
15/09/2009
Czy w Polsce można mówić o dziennikarstwie obywatelskim? Czym w ogóle jest to zjawisko i kto za nim stoi? Dlaczego coraz więcej ludzi poświęca swój czas i zasoby, by tworzyć teksty i przekazy, których i tak nadmiar w internecie i których większości prawie nikt nie czyta? Jak zostać dziennikarzem obywatelskim, gdzie najlepiej publikować i w jaki sposób najskuteczniej się promować? Na te i inne pytania odpowiadaliśmy wczoraj w Radiu Dla Ciebie: ja, szef Wiadomości24 Tomasz Kowalski i specjalistka od komunikacji w internecie Barbara Czyżowicz-Lorek. Dyskusję poprowadził Robert Łuchniak.
Naoczni świadkowie
14/09/2009O 21:30 na kanale Discovery szykuje się dziś polska premiera amerykańskiego serialu dokumentalnego “Naoczny świadek”. Jako że współpracuję przy kampanii PR tego programu, czuję się z tej okazji w obowiązku napisać parę słów, i to nie tylko o samym serialu, ale i o szerszym zjawisku, które “Naoczny świadek” reprezentuje. Chodzi o wykorzystanie przez tzw. media tradycyjne publikowanych w internecie przekazów tworzonych przez dziennikarzy-amatorów. Czyli – szerzej – o dziennikarstwo obywatelskie.
Dziennikarstwo obywatelskie to – jak zapewne wszyscy odwiedzający tego bloga dobrze wiedzą – zbiorcza nazwa przekazów o charakterze dziennikarskim, tworzonych przez ludzi nie zajmujących się zawodowo działalnością medialną. Pod pojęciem tym rozumie się współcześnie szeroką gamę przekazów, od tekstów quasi-dziennikarskich na blogach i forach, po relacje o charakterze wizualnym (zdjęcia, filmy), publikowane w serwisach wideo i na portalach społecznościowych.
Samo zjawisko dziennikarstwa obywatelskiego nie jest nowe. Prawdopodobnie istniało od zarania dziejów (jego źródeł można upatrywać w znanej zapewne już naszym pierwszym mówiącym przodkom plotce), przed epoką internetu miało jednak bardzo ograniczony zasięg. Dotarcie do odbiorców wiązało się bowiem z kosztami, których wymagała dystrybucja przekazu (poczatkowo po prostu jego wykrzyczenie, potem druk, później transmisja audiowizualna. Do niedawna zatem co prawda każdy mógł sobie tworzyć treści dziennikarskie lub pokrewne, ale tylko niewielu mogło sobie pozwolić na ich dystrybucję poza najbliższym sąsiedztwem.
Internet oraz towarzyszący mu postęp techniczny ostatnich lat dokonały tu rewolucji. Praktycznie każdy z nas dysponuje dziś telefonem komórkowym z aparatem fotograficznym, kamerą oraz dostępem do internetu, dzięki któremu to, co sfotografuje lub nagra może w ciągu kilku minut zobaczyć osoba po drugiej stronie kuli ziemskiej. Ułatwiają to serwisy wideo, takie jak YouTube czy polska Wrzuta, na których każdy może (niekiedy po założeniu konta, niekiedy anonimowo) umieścić za darmo samodzielnie zrobiony film. Potem wystarczy, że link do filmu pojawi się np. na serwisie social news (to strony, których sami użytkownicy sami decydują, czy dana informacja jest atrakcyjna i „wykopują” interesujące artykuły: najsłynniejsze to Digg, Reddit i Twitter, a na polskim podwórku – Wykop), by zapewnić przekazowi, który internauci uznają go za interesujący i warty „wykopania”, nawet do kilku milionów odbiorców na dobę.
W efekcie zwykły przechodzień, który staje się świadkiem spektakularnego wypadku lub niezwykłego zdarzenia, szybko jest w stanie stworzyć przekaz, z którym nie mogą konkurować normalni dziennikarze. I bynajmniej nie chodzi tu o jakość: większość tego, co tworzą amatorzy, ciągle nie dorównuje jakością techniczną owocom pracy dziennikarzy. Nie tylko dlatego, że przeciętna kamera w telefonie ma znacznie gorsze parametry techniczne, niż profesjonalna kamera z operatorem, którą wyśle na miejsce stacja telewizyjna. To jednak przechodzień jest na miejscu pierwszy, więc to jego przekaz zdominuje relacje w serwisach informacyjnych, nawet jeśli jakość przekazu będzie pozostawiała wiele do życzenia. Najlepszym tego przykładem utrwalone przez amatorów momenty uderzeń samolotów w wieże World Trade Center, które – mimo braków technicznych – zobaczyła w 2001 większość widzów na Ziemi.
Oczywiście nagrania takie jak WTC to mniej niż promil tego, co publikuje się na YouTubie czy LiveLeak (ba, większość tego, co dostaje użytkownik szukający tych nagrań na wspomnianych serwisach, to fejki). Wiekszość filmów umieszczanych w Sieci przez nieprofesjonalistów to amatorskie filmiki, które nie interesują nikogo poza najbliższym kręgiem ich rzeczywistych lub wirtualnych znajomych. Prawdziwe perły, które podbiją Digg lub Wykop, trafiają się tu procentowo rzadziej niż w przypadku profesjonalnych mediów. Ale wygrywają w liczbach bezwzględnych.
Dzieje się tak, ponieważ liczba profesjonalnych dziennikarzy jest skończona i wynosi najwyżej kilkadziesiąt-kilkaset tysięcy osób w skali świata. Tymczasem potencjalnych dziennikarzy obywatelskich (czyli ludzi wyposażonych w komórkę z aparatem lub kamerą) mamy już na Ziemi więcej niż miliard. Ta liczba gwarantuje, że to z ich rąk coraz częściej będą wychodzić przekazy, z którymi media tradycyjne nie wygrają. Nie dlatego, że nie mają na to środków. Po prostu “zwykli” dziennikarze nie mogą być wszędzie, nie mają więc szans być w każdym miejscu, w którym zdarza się wypadek lub coś interesującego. Są tam za to zwykli ludzie. Ci świadkowie musieli kiedyś zadowolić się opowiedzeniem swej historii profesjonalnemu dziennikarzowi, który zresztą mógł na miejsce przyjechać, ale też mógł i nie przyjechać. I o całej sprawie mógł zawsze potem poinformować zniekształcając relację opowiadającego lub wręcz przeinaczając jego słowa.
Dziś nie trzeba czekać na dziennikarza. Już w momencie samemu można samemu nagrać materiał ze zdarzenia i umieścić go w sieci. W dodatku przekaz ten opowie całą historię w taki sposób i z takiego punktu widzenia, jak jego autor sobie życzy. Internetowy fenomen “Cut out the middleman” coraz szerzej obejmuje tym samym także dostawców informacji.
Dzień Dobrej Wiadomości
08/09/2009
Niemal każdy wie, że 8 marca to Dzień Kobiet, niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że dokładnie pół roku później przypada jeszcze sympatyczniejsze święto: Dzień Dobrej Wiadomości. Ja sam dowiedziałem się o nim dopiero wczoraj, gdy stawiłem się wczoraj wieczorem w Polskim Radiu Euro, by porozmawiać z Tomkiem Kosiorkiem o tym, dlaczego we współczesnych mediach dobra wiadomość jest aż takim rarytasem:
Depresja powakacyjna
31/08/2009
31 sierpnia, ostatni dzień tradycyjnie rozumianych wakacji, przypadł w tym roku w poniedziałek. Oznacza to, że choć dzieci do szkół wybiorą się dopiero jutro (a studenci na uniwersytety dopiero za miesiąc), ich rodzice już dziś wracają do hal fabrycznych, kas sklepowych i za biurka. Nie wszyscy w podskokach: wielu na myśl o końcu wakacji i powrocie do miejsca pracy odczuwa obniżenie nastroju (w pełni uzasadnione, jeśli urlop był pełen wrazeń i przyjemności, a praca nudna, monotonna lub zbyt nisko płatna), apatię, załamanie lub agresję (wobec podwładnych, interesantów, czy nawet dzieci, które ciagle mają wolne). O tym, jak sobie z tym poradzić, zapytała mnie dziś rano w Radiu Dla Ciebie Joanna Ołdakowska:
Opublikował/a TŁ
Opublikował/a TŁ
Opublikował/a TŁ