29/05/2007
Pewna kura w Indiach ni stąd ni zowąd zmieniła płeć. Znaczy: przeobraziła się w koguta. Stopniowo. Najpierw przestała wysiadywać jajka, wkrótce potem dała też sobie spokój z ich znoszeniem. Po dwóch miesiącach wysmuklała, po trzech – zapuściła grzebień, a po pół roku zaczęła gonić inne kury w wiadomym celu. Gdy wieść się rozniosła, właściciela świeżo upieczonego (w przenośni) koguta odwiedzili weterynarze, którzy poświadczyli zmianę płci i chcieli ptaka zabrać w celu dalszych badań, na co nie pozwolili jednak okoliczni chłopi, oddający od czasu przemiany transgenderowej kurze cześć boską.
Od lat wiadomo, że w świecie drobiu spontaniczne przypadki zmiany płci nie należą do rzadkości. Rok temu obiegły świat doniesienia z jednej ze szwedzkich kurzych farm, na której kwoka-nioska zamieniła się w koguta dosłownie z dnia na dzień, przez co zresztą jej dotychczasowy „mąż” (o wiele mówiązym imieniu Henryk VIII) nieomal stracił zmysły.
Skandynawia to jednak obszar w kwestii płci i jej granic (jak pokazują najnowsze badania: wcale nie takich ostrych, jak kiedyś uważano) niezwykle liberalny – co innego subkontynent indyjski. W sąsiadującym z Indiami Pakistanie skazano właśnie na 3 lata więzienia małżeństwo (na oko absolutnie „normalne”), bo okazało się, że pan młody (dziś postawny, brodaty mężczyzna) urodził się jako kobieta i potem przeszedł potajemnie (jawnie nie można; trwają poszukiwania lekarza, który dopuścił się zbrodni) zmianę płci. Tymczasem Koran, jak wiadomo, niczego takiego jak zmiana płci nie przewiduje, sąd musiał więc uznać, że po ślubie doszło do współżycia seksualnego dwóch kobiet. Zważywszy, że przypadki homoseksualizmu święta księga Religii Pokoju i Miłości nakazuje karać śmiercią, wspomniana para i tak bardzo musi się cieszyć. Przed małżonkami tylko kilka lat rozłąki w osobnych (ale wciąż żeńskich) więzieniach, po czym może da się jakoś uciec do kraju, w którym nikomu nie przychodzi do głowy zaglądać obywatelom pod spódnice, do spodni lub w metryki, i na tej podstawie wyrokować, czy mogą wziąć ślub, czy nie. Na razie jednak pozostaje żałować, że nie jest się kurą…
11 komentarzy |
Fundamentalizm, Islamizm, LGBT, Nauka, Prawo, Społeczeństwo |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a TŁ
05/02/2007
Profesor Giertych nie jest już osamotniony w swych zmaganiach na forum europejskim ze współczesną wiedzą biologiczną. Z odsieczą właśnie pospieszyli mu tureccy islamiści, rozsyłając (gratis!) do francuskich szkół tysiące egzemplarzy „podręcznika”, w którym teoria Darwina nazwana jest prawdziwym źródłem terroryzmu.
770-stronicowe tomiszcze nosi tytuł “Atlas stworzenia” (L’atlas de la création) i poświecone jest zbijaniu tez Darwina. Temu zbijaniu nie służą jednak tym razem opowieści o smoku wawelskim czy Ewie, Adamie i wężu, tylko, jak się zresztą można było spodziewać, odpowiednie wersety Koranu. W świętej księdze muzułmanów podobnie jak w Biblii twardo bowiem stoi, że człowieka, razem ze światem, stworzyła w kilka dni jakaś nadrzędna istota. Co prawda oba dzieła różnią się w kwestii imienia tej istoty, tudzież inaczej datują sam akt stworzenia, niemniej nie czas kłócić się o detale, gdy niewierzący nie tylko bezkarnie chodzą po ziemi, lecz nawet mają czelność nauczać w szkołach swoich herezji.
Książki jednak nikt by pewnie nie zauważył, gdyby autor, Harun Yahya, nie posunął się w swych rozważaniach ciut dalej niż chyba wszyscy antydarwiniści dotąd razem wzięci, i nie zamieścił w swym dziele fotografii płonącego Word Trade Center z podpisem: Ci, którzy sieją terror, są w istocie darwinistami. Darwinizm to jedyna filozofia, która pochwala i wzbudza waśnie.
Czytaj resztę wpisu »
17 komentarzy |
Edukacja, Ewolucja, Fundamentalizm, Islamizm |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a TŁ
01/10/2006
W przedwczorajszym “The Timesie” (dotarłem po zajawce z “Rzeczpospolitej”) znaleźć można mocny kawałek poświęcony pewnemu francuskiemu filozofowi o niespotykanej wśród galijskich intelektualistów skłonności do pisania prawdy. Myśliciel ów, Robert Redeker ośmielił się napisać artykuł, w którym nazwał Koran księgą pełną przemocy oraz stwierdził, iż islam pochwala przemoc i nienawiść.
Artykuł rozsławił imię Redekera, dzięki czemu otrzymuje on teraz mnóstwo korespondencji. Dotknięci wyznawcy religii pokoju grożą, że bluźniercę w najlepszym razie poćwiartują. Nie należą do rzadkości listy z narysowaną mapą do domu wolnomysliciela i dopiskiem: Świni, która tu mieszka, obetniemy głowę. Filozof dostaje również niezwykle ciekawe e-maile. W jednym z nich można wyczytać: Na tej ziemi już nigdy nie będziesz bezpieczny. Miliard trzysta milionów muzułmanów czeka tylko, by cię zabić.
Nie mam żadnych dodatkowych komentarzy ponad to, co już pisałem przy okazji gromów, które spadły na Benedykta XVI. Poza jedną zupełnie marginalną uwagą: Prawdomówność musi być cechą niezwykle niekorzystną z punktu widzenia przetrwania jednostki i jej genów, skoro nad ludźmi, którzy mają ku niej inklinacje, Darwin czuwa nawet we Francji.
22 komentarzy |
Filozofia, Fundamentalizm, Islamizm, Media, Religia, Społeczeństwo |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a TŁ
21/09/2006
W gorącej i żarliwej dyskusji pod wpisem Papież z jajami pojawiło się kilka głosów (m.in. Radecky’ego), jakoby agresywność islamu brała się z jego kulturowego zacofania, a polscy chłopi (zwłaszcza ci z tzw. pokolenia Jedwabnego) zdolni byli do czynów porównywalnych z czynami zamachowców z Nowego Jorku czy Londynu. Popatrzmy, co na ten temat mówią naukowcy.
W stwierdzeniu, że polscy rolnicy w odpowiednich warunkach byliby w stanie zacząć mordować czy wysadzić się w powietrze, prawdopodobnie jest trochę prawdy – równie dobrze (a może nawet lepiej) mogliby to jednak robić (przy sprzyjających okolicznościach) polscy inteligenci. Z badań Stanleya Milgrama (eksperyment z kopaniem prądem nieznanej osoby przez odpowiednio zmotywowanych, zdrowych psychicznie Amerykanów z klasy średniej – 67,5 procent badanych zaaplikowało człowiekowi po drugiej stronie ładunek 450 woltów) oraz Philipa Zimbardo (słynny eksperyment więzienny, w którym przeciętni studenci, na zasadzie losowania przyporządkowani do grupy więźniów i strażników zbyt dobrze weszli w role) wynika, że niemal każdy z nas nosi w sobie zadatki na kata. Odpowiednia sytuacja społeczna, generująca przekonanie o wyższości/słuszności własnej racji bądź doprowadzająca do odhumanizowania przeciwnika lub ofiary, jest w stanie z normalnego człowieka uczynić wojownika-mordercę lub choćby Eichmanna. Wykształcenie czy poziom ogłady nie mają tu nic do rzeczy.
Zwłaszcza, że oglądane z bliska biografie terrorystów zaprzeczają tezie, jakoby byli to ludzie biedni, niewykształceni, sfrustrowani bądź niezrównoważeni emocjonalnie. Opublikowane przez Michaela Shermera w “Świecie Nauki” z lutego 2006 zestawienie badań nad samobójcami-mordercami (wskazówkę bibliograficzna podsunął Tuje – znów dzięki), na którym tu bazuję, nie pozostawia w tej materii żadnych złudzeń. Marc Sageman, były agent CIA i jednocześnie psychiatra z filadelfijskiego think tanku Foreign Policy Research Institute, w swym studium Understanding Terrorism przeanalizował dane biograficzne 400 członków Al-Kaidy i stwierdził, że 3/4 z nich wywodziło się z klasy wyższej lub średniej. Ponadto zauważył, że znaczna większość – bo aż 90% – przyszła na świat w normalnych domach z obojgiem rodziców. Niemal 2/3 podjęło studia, mimo że w krajach, z których pochodzą, studiuje przeciętnie 5-6% młodych ludzi. Jak by nie patrzeć, byli to nieprzeciętnie uzdolnieni i najlepiej wykształceni przedstawiciele społeczności islamskiej. Nie można powiedzieć, by nie radzili sobie w życiu: 75 proc. miało dobrą pracę, często w wolnych zawodach. Byli wśród nich lekarze, inżynierowie, projektanci, architekci, naukowcy (głównie przedstawiciele nauk ścisłych: fizycy, chemicy; za to niewielu przedstawicieli nauk humanistycznych). Co ciekawe, prawie nikt z nich nie miał wykształcenia religijnego. Sytuację rodzinną też na ogół mieli ustabilizowaną: 73 proc. z nich wstąpiło w związek małżeński, większość zdążyła dorobić się dzieci.
Czytaj resztę wpisu »
31 komentarzy |
Fundamentalizm, Islamizm, Nauka, Religia, Społeczeństwo |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a TŁ
19/09/2006
Doskonale wiecie, że nie pałam zbyt gorącymi uczuciami do Kościoła katolickiego. Do aktualnego papieża do tej pory nie pałałem zaś nimi w szczególności. Ostatnio jednak zaczynam gościa podziwiać. Jak by nie patrzeć, Benedykt XVI jest najwyżej postawionym zachodnim politykiem, który zdecydował się powiedzieć islamistom
(fakt, że nie wprost, lecz za pośrednictwem cytatu z pewnego cesarza bizantyjskiego) w oczy to, co wielu chrzescijan i niechrześcijan od 11 września myśli o nich prywatnie: że islam to religia miecza, niosąca śmierć niewinnym tylko dlatego, że nie są muzułmanami.
Nie jest to pierwszy tego rodzaju wyskok Benedykta – jakiś czas temu do mediów przeciekło stwierdzenie głowy Kościoła, iż islam i demokracja są nie do pogodzenia. Wyraźnie postawa taka odróżnia aktualnego papieża od poprzednika, który jako elementy antychrześcijańskie gromił gejów, feministki i buddystów (jak twierdził: zakamuflowanych ateistów), gdy zaś przychodziło do muzułmanów, płaszczył się, aż bolało patrzeć.
Na ulicach Amsterdamu, Rzymu czy Florencji widać dziś, co z tego płaszczenia papieża i całej reszty zachodnich przywódców wynikło. Pisała o tym zmarła w piątek Oriana Fallaci (właściwie to szkoda, że znana dziennikarka tak obnosiła się z ateizmem, bo pewnie już byśmy mieli za jej wstawiennictwem jakieś cudowne ozdrowienia ofiar arabskich zamachów i proces beatyfikacji w fazie przygotowań), zresztą nie ona pierwsza i nie ostatnia. Wyższość, z jaką żyjący na koszt Niemców, Belgów czy Francuzów muzułmanie patrzą na frajerów, którzy postanowili ich do siebie wpuścić i utrzymywać; pogarda, z jaką traktują Europejki; wybuchy nienawiści za każdym razem, gdy jakiś dziennik opublikuje karykaturę Mahometa – wszystko to mieszkańcy starej Unii znają z autopsji, a mieszkańcy nowej poznają, jak tylko nieco się wzbogacą.
Czytaj resztę wpisu »
82 komentarzy |
Fundamentalizm, Islamizm, Polityka, Psychologia, Religia, Społeczeństwo |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a TŁ
15/09/2006
Oriana Fallaci nie żyje.
Odeszła jedna z największych publicystek wszechczasów. Osoba, która nie bała się głośno mówić tego, co niemal wszyscy na Zachodzie myślą – i ewentualnie szepczą po cichu. Szepczą nie z obawy przed abstrakcyjnymi wymogami politycznej poprawności. Szepczą ze strachu, że jakiś wyznawca religii pokoju następnego dnia zrobi im to, co zrobiono Theo Van Goghowi.
Oriana się nie bała. Nie wahała się napisać, że Arafat to terrorysta, że waleczni bojownicy o wyzwolenie Palestyny to pospolite rzezimieszki (w dodatku hojnie sponsorowane przez UE), że ulubioną rozrywką muzułmańskich imigrantów we Włoszech jest defekacja pod katedrami (przy okazji przypominając, co mogłoby spotkać chrześcijanina, który w państwie muzułmańskim narobiłby przed wejściem do meczetu), że wraz z tanią siłą roboczą do Europy przybywa kultura podrzynania przez ojców gardeł córkom, które założą miniówkę. Nie bała się, bo nie miała wiele do stracenia. Wiedziała, że jeśli jakiś muzułmanin strzeli jej w łeb, ubiegnie raka co najwyżej o kilka dni lub miesięcy. Teraz już nie ubiegnie.
Czytaj resztę wpisu »
41 komentarzy |
Dziennikarstwo, Fundamentalizm, Historia, Islamizm, Religia, Społeczeństwo |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a TŁ