Szklany sufit

07/07/2008

Na pierwszej stronie papierowego wydania “Rzeczpospolitej” można dziś znaleźć opis raportu, który stawia na głowie to, co od lat o dyskryminacji płacowej przedstawicielek płci pięknej powtarzają nam feministki:

Płace kobiet kierujących dużymi polskimi firmami są średnio o 30 proc. wyższe niż mężczyzn – wynika z raportu, do którego dotarła „Rz”. (…)

Prawie 1,3 mln złotych zarobiła w ubiegłym roku dyrektor zarządzająca dużego banku. Dyrektor generalna jednej z firm produkcyjnych zainkasowała prawie 900 tys. zł, całkowite zaś wynagrodzenie dyrektor handlowej w innej czołowej spółce sięgnęło 1,5 mln zł. To dwukrotnie więcej niż wynosząca 770 tys. zł średnia płaca członka zarządu dużego przedsiębiorstwa. (…) Potwierdzają to opracowane przez Hay Group porównania wynagrodzeń szefów 102 czołowych polskich firm – ich pensji podstawowych wraz z premią. Ubiegłoroczne zarobki kobiet zasiadających w fotelu prezesa były przeciętnie o 30 proc. wyższe niż mężczyzn [na tym samym stanowisku - T Ł]. Podobnie (choć przy mniejszej różnicy w płacy) było wśród członków zarządów.

Biorąc pod uwagę, że aktualnie w Polsce proporcje płci wśród osób kształcących się są silnie zaburzone na niekorzyść mężczyzn, dysproporcja ta w najbliższych latach zapewne jeszcze wzrośnie. Może nawet doczekamy czasów, gdy managerowie, którzy mieli nieszczęście urodzić się z niepoprawnym politycznie narządem rodnym, będą sobie w drodze do pracy podśpiewywać na starą melodię “Być kobietą, być kobietą, marzę będąc dyrektorem”…


Szczwany plan

18/05/2008

Rząd amerykański wpadł ostatnio na wysoce oryginalny pomysł: że można uporać się z recesją, rozdając obywatelom część zabranych im uprzednio dolarów (to, że łatwiej i prościej byłoby w takim razie tych pieniędzy obywatelom nie zabierać i załatwić sprawę po prostu zmniejszając podatki, ani republikańskiemu prezydentowi, ani demokratycznemu Kongresowi oczywiście do głowy nie przyszło), zresztą z dnia na dzień i tak coraz mniej wartych. Jak to wygląda w praktyce, pokazuje pewien rysunek, znienacka wykopany wczoraj na Diggu:


List w obronie GMO

16/05/2008

Ludzie listy piszą, ostatnio przede wszystkim do premiera. Doktorzy habilitowani w obronie habilitacji. Fizycy w obronie szeroko pojętej nauki. Pracownicy naukowi i studenci nauk przyrodniczych, medycznych i rolniczych w obronie organizmów modyfikowanych genetycznie.

Zwłaszcza ostatni z wymienionych listów jest interesujący, gdyż dotyczy kwestii, która już niedługo może się odbić na zawartości talerza przeciętnego Kowalskiego. Nasz bez wątpienia biegły w naukach biologicznych premier (z wykształcenia historyk), wsparty przez równie wyedukowany na tym polu rząd (4 prawników, 3 ekonomistów, 2 filozofów, 2 rolników, 2 historyków, 2 politologów, 2 lekarzy, nauczycielka matematyki, inżynier maszyn, geodeta, ekolog, kulturoznawca i filolożka perska; niektórzy ministrowie skończyli zresztą więcej niż jeden kierunek – cóż z tego, skoro najczęściej humanistyczny) postanowił bowiem wypełnić najbardziej absurdalną ze swych obietnic wyborczych i uchronić Polaków przed tańszą i zdrowszą żywnością produkowaną przemysłowo, pod dość osobliwym pretekstem, iż jest ona modyfikowana genetycznie (jakby ludzie od zarania dziejów nie modyfikowali genetycznie żywych organizmów i jakby gdziekolwiek na świecie rolnicy uprawiali lub hodowali cokolwiek, co wyewoluowało w przyrodzie bez udziału człowieka).

Czytaj resztę wpisu »


Jak wyjść z biedy

18/01/2008

“Masz wiadomość” z wczorajszej nocy w radiu BIS. Z Anną Machalicą ze stowarzyszenia “Otwarte drzwi” i gospodarzem Bartoszem Pankiem rozmawiamy tym razem o naszej polskiej biedzie, zwłaszcza tej, która dotyka ludzi młodych – oraz o sposobach radzenia sobie zarówno z niedostatkiem pieniędzy, jak i z szerzej rozumianym brakiem szans:


Polacy o pracy

30/10/2007

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych “Lewiatan” zleciła na początku tego roku badanie naszych postaw wobec pracy i pracodawców. Oparty na badaniu raport Pracujący Polacy 2007 ukazał się jeszcze we wrześniu i od razu trafił na pierwsze strony gazet. Płynące z niego wnioski są bowiem co najmniej zaskakujące, jeśli nie sensacyjne.

Z raportu wyłania się obraz Polaka generalnie zadowolonego z warunków pracy, dobrze oceniającego swe szanse na rynku zatrudnienia, a przede wszystkim znacznie mniej skłonnego do wyjazdów zarobkowych niż próbują nam wmówić politycy i dziennikarze. Wyniki te, dość spójne z tym, co niedawno zaprezentował prof. Janusz Czapiński w Diagnozie Społecznej 2007, powinny dać nam wszystkim do myślenia. Jako społeczeństwo powoli przestajemy być malkontentami (zarówno w kwestii pracy, jak i pozostałych dziedzin życia) i w coraz większym stopniu upodabniamy się do reszty optymistycznie nastawionych i obnoszących się na co dzień ze szczęściem Europejczyków.

Tyle wprowadzenia, a teraz do rzeczy. O tym, co jeszcze wyszło we wspomnianych badaniach i jak dokładnie zmienia się nasz stosunek do pracy, rozmawiałem ostatniej nocy w programie “Zostaw wiadomość” z prof. Urszulą Sztanderską z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. Audycję poprowadził Bartek Panek. Kto żałuje, że nie słuchał, poniżej znajdzie okazję do nadrobienia zaległości:


Nowe, tańsze Euro

28/09/2007

Warszawie trafiło się właśnie kolejne Euro, tym razem w wersji homo. Stolica Polski została wybrana przez organizatorów Europride’u (największej w Europie parady gejów, lesbijek, biseksualistów i całej reszty, krótko po angielsku określanej słowem transgender) na miejsce imprezy w 2010.

Europride to nie byle przemarsz – w tym roku w paradzie w Madrycie wzięło udział ok. 2 miliony ludzi, głównie turystów z całej Europy. Co więcej, frekwencja na imprezie wykazuje tendencję wzrostową: rok wcześniej w Londynie bawiło się ok. 1,5 miliona osób. Rząd wielkości podobny do tego, czego Warszawa może spodziewać się po Euro 2012: przyjazd choćby tylko miliona turystów, z których każdy zostawia w klubach, hotelach i restauracjach co najmniej 200-500 euro… Jak by nie liczyć, okazuje się, że stolica może w ciągu paru dni zarobić na imprezie kilka miliardów złotych. I to bez prawie żadnych wydatków własnych (posprzątanie trzech ulic kosztuje nieskończenie mniej, niż nowy stadion czy nowa linia metra).

Pojawia się jednak pytanie, czy i w jakim stopniu rządzonej przez Hannę Gronkiewicz-Waltz Warszawie uda się wykorzystać tę nieoczekiwaną szansę na darmową promocję i łatwy zarobek. I czy miasto zdoła na dobre zaistnieć w świadomości tych zachodnich turystów, którzy do tej pory nie postawiliby nogi w uważanej za ultrakonserwatywny zaścianek Polsce.

Co wygra: zdrowy, kapitalistyczny rozsądek czy duszna ideologia?


Lewicowe ideały

08/06/2007

Adam Michnik, największy autorytet moralny III RP, nie od dziś broni wolności słowa. Broni m.in. przed kaczyzmem, IV RP i konkurencyjnym dla GW “Dziennikiem”. W ramach tej obrony pozywa co pewien czas jakichś dziennikarzy lub polityków o to, że piszą o nim źle. Ostatnio przytrafiło się m. in. naczelnemu “Dziennika” Piotrowi Krasowskiemu (organ Springera opublikował właśnie co ciekawsze fragmenty pozwu).

Przestępstwo, jakiego dopuścił się Krasowski, szokuje poziomem zwyrodnienia i w każdym normalnym kraju byłoby ścigane z urzędu: naczelny “Dziennika” ośmielił się napisać, że Michnik bronił ubeków. Co gorsza, wygłosił to zdanie nie w formie komplementu (co by pewnie wywołało gdzieniegdzie pochwały za słuszną postawę), lecz obelgi. Tym samym napisał o Michniku źle. A przecież nie od dziś wiadomo, że prawdziwa wolność słowa polega na tym, że pisać o naczelnym “Wyborczej” można tylko dobrze – albo wcale

Czytaj resztę wpisu »


Fajerwerki i błyskotki

20/04/2007

Jak chyba każdy w Polsce (poza grupką handlarzy z pewnego dużego stadionu), cieszę się z Euro2012. Patrzenie na kopiących piłkę gostków co prawda nigdy jakoś przesadnie mnie nie podniecało, niemniej jestem w stanie zrozumieć tych, których widoki takie przyprawiają o doznania z pogranicza orgazmu: de gustibus non est disputandum. Poza tym sam szczytuję na myśl o tym, że komunikacyjnie Warszawa ma dzięki imprezie szansę na Wielki Skok na miarę Chin Deng Xiaopinga. Jak wszystko dobrze pójdzie, w 4 lata powstanie druga linia metra (pierwsza powstaje od 80 lat i jak na razie końca nie widać), przynajmniej na odcinku Rondo ONZ – Stadion, co by sobie zagraniczni kibice mogli przez parę tygodni wygodnie z Centralnego na mecze dojeżdżać. Mieszkańcy Warszawy normalnie tłuką się na tym odcinku calutki rok w korkach i tramwajach, jasne jest jednak, że żaden polski rząd nie będzie się przejmował własnymi obywatelami tak dalece, jak zagranicznymi gośćmi – toż nie darmo naszą bohaterką narodową jest Aniela Dulska.

Cieszę się zatem (przy istniejącym metrze mieszkając i przy planowanym pracując) wściekle, choć nie ukrywam, że moja radość byłaby większa, gdybyśmy w tym samym roku mieli w Polsce i inne euro. To, którym wówczas będzie się płaciło nie tylko u naszych zachodnich, ale także u wschodnich i południowych sąsiadów (Litwa planuje akces do Eurolandu na 2010, Słowacja – na 2009). To, które bardziej namacalnie wiązałoby nas z resztą kontynentu niż impreza sportowa, na którą ludzie przyjadą, popatrzą – i zapomną. Toż przecież już w 2016 kolejne Euro, potem następne, i tak w kółko. A fajerwerki i błyskotki? Kto pamięta dziś o tym, czym się popisała przed światem Francja w 1960 czy Jugosławia w 1976?


Budżet zbawienia

25/01/2007

Wszyscy wiemy, że nasza prawica (88 proc. składu Sejmu) podpadła ostatnio swym duchownym zwierzchnikom (Wielgus, telefony do Watykanu bez uzgodnienia z Glempem, lustracja). I że teraz będzie musiała za to zapłacić. Oczywiście z kieszeni nie swojej, tylko tych baranów, co płacą podatki.

Pierwsza rata poszła dziś w ustawie budżetowej: posłowie PiS-u, PO, LPR-u, PSL-u, małych kół prawicowych i Samoobrony sprezentowali hierarchom 40 milionów na kościółek, który Polska stawia Stwórcy w podzięce za zabory (suma równa 1/5 tego, ile dostaną wszystkie polskie wyższe uczelnie na sprzęt do badań). Pieniądze pójdą z funduszu przeznaczonego na renty i emerytury – i dobrze: wydatki na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne oszacowano w budżecie na ponad 50 miliardów. Co komu szkodzi urwać z tego niecały promil?

Oprócz nakładów na Kościół wzrosną też, chyba po raz pierwszy od 1989 roku, nakłady na badania naukowe; niestety, głównie w dziedzinie historii (ze szczególnym uwzględnieniem lustracji): prawie 200 milionów złotych otrzyma z budżetu IPN. Naukowcy nie-historycy będą się musieli, tradycyjnie, zadowolić ułamkiem tego, co przypadnie znacznie ważniejszym dla rozwoju i przyszłości Polski rolnikom i emerytom. Żadnych dodatkowych pieniędzy nie dostaną również lekarze i pielęgniarki, w czym objawia się głęboki geniusz Jarosława Kaczyńskiego. Jasne jest bowiem, że nic nie zredukuje liczby żyjących na rządowym garnuszku (przez co blokujących fundusze na kolejne Świątynie) emerytów i rencistów skuteczniej, niż emigracja ostatnich białych fartuchów.

Po raz pierwszy w historii ustawa budżetowa ma mieć (krótką) inwokację. Będzie nią parafraza sentencji Henryka Goryszewskiego: Nieważne czy Polacy będą mądrzy, czy głupi; zdrowi czy chorzy; żywi czy martwi. Ważne, by byli zbawieni.


Dziatki, dziadki i dziady

24/11/2006

Jaką emeryturę dostaniesz, Polaku, za kilka lat, jeśli w porę nie umkniesz do Anglii lub Irlandii? Ano, wszystko wskazuje na to, że nie będzie to cacko z dziurką, jeno figa z makiem.

Głośno było jakiś czas temu o wypowiedziach naszego prezydenta, który prostodusznie przyznał w Londynie, że za chlebem z Polski wyjeżdżają m.in. ludzie bezradni (którym IV Rzeczpospolita musi potem pomagać) i kombinatorzy (którzy na obczyźnie świetnie zarabiają, a nad Wisłą wyłudzają świadczenia jako bezrobotni), z czego potem angielscy dziennikarze zrobili ubolewanie nad nieudolnością i cwaniactwem Polaków. Nowy sens był głupi i krzywdzący (nic dziwnego, że niektórzy emigranci do dziś protestują; szkoda jednak, że przeciw Kaczyńskiemu, a nie dziennikarzom “Financial Times” lub “Daily Mail”), zwłaszcza że ponad połowa młodych, wykształconych obywateli w Polsce rozważa emigrację lub już się na nią zdecydowała. Jak się wydaje, coraz bliżej nam do dnia, w którym w kraju rządzonym przez Bliźniaków pozostanie tylko garstka dziwaków. Dodajmy: dziwaków w dłuższej perspektywie biednych jak myszy kościelne – bo bez widoku na jakiekolwiek sensowne pieniądze na starość.

Według ekspertów najdalej za 9 lat Zakład Ubezpieczeń Społecznych (instytucja, która dbać ma o przyszłość uczciwych i wydajnych pracusiów, którzy w Ojczyźnie zostają) będzie li już tylko niemiłym wspomnieniem, podobnie jak i środki, które dziś doń wpłacamy licząc na przyszłe emerytury. W niewiele lepszej sytuacji znajdą się OFE, piramidki finansowe, na których usługi z przyczyn demograficznych pewnego dnia po prostu zabraknie w Polsce amatorów. Oto jak przyszłość polskiego systemu ubezpieczeń społecznych widzi człowiek chyba najlepiej w temacie poinformowany, szef Rady Nadzorczej ZUS-u Robert Gwiazdowski:

Drodzy Ubezpieczeni! (…) Politykom udało się wam wmówić, że jesteście “ubezpieczeni”, płacicie “składki” i w ten sposób “oszczędzacie” na własne emerytury. Tymczasem Wasze pieniążki, które co miesiąc pod przymusem i groźbą kary pozbawienia wolności są Wam pobierane pod mylącą nazwą “składki ubezpieczeniowej” są po prostu ordynarnym podatkiem celowym, przeznaczanym prawie w całości nie na Wasze przyszłe emerytury, tylko na wypłatę świadczeń dla aktualnie je otrzymujących emerytów i rencistów. W związku z tym w ZUS-ie nie ma w ogóle żadnych pieniędzy. Nie ma ich też w OFE. (…) 60% środków, które ZUS przekazuje do OFE, lokują one w “bezpiecznych” i “dobrze oprocentowanych” obligacjach skarbowych. A Skarb Państwa przekazuje je z powrotem do ZUS, żeby starczyło na dzisiejsze wypłaty. A i tak nie starcza, więc ZUS zaciąga kredyt komercyjny w bankach!!! A skąd będą pieniądze, na spłatę tych kredytów i na wykup obligacji??? Wy je zapłacicie moi drodzy ubezpieczeni i Wasze dziatki (o ile oczywiście zdecydujecie się je spłodzić) w postaci wyższych podatków w przyszłości. Bo skąd Skarb Państwa weźmie pieniądze na wykup tych “dobrze oprocentowanych” obligacji i na kolejną dotację do ZUS na spłatę zaciągniętych kredytów? Od “ubezpieczonych” podatników je weźmie. Zapłacicie więc odsetki od swoich własnych pieniędzy, które dziś są Wam odbierane na “ubezpieczenie”.
System państwowych ubezpieczeń emerytalnych to (…) “łańcuszek świętego Antoniego”. Płacimy dziś na emerytury naszych dziadków i rodziców w nadziei, że nasze dzieci i wnuki będą płaciły na nasze. Problem tylko w tym, że dzieci robimy coraz mniej – no bo przecież na swoje emerytury właśnie “oszczędzamy” w ZUS i w OFE. Więc po co nam dzieci? Nie mamy zresztą za dużo pieniędzy na ich utrzymanie, bo przecież połowę wynagrodzenia zabiera nam ZUS!!! A te, które w przypływie nierozwagi spłodziliśmy, posłuchały, zdaje się, rady Pana Prezydenta i “spieprzają” do Londynu.

Teraz już, moje drogie dziatki, dziadki i dziady, wiecie, dlaczego Pana Prezydenta słuchać trzeba. Pa, pa, pa.