Poczęci inaczej

27/12/2007

Najciekawsze fragmenty prelekcji największych w Polsce autorytetów naukowych w kwestii zapłodnienia pozaustrojowego (znanych mediom również jako biskupi katoliccy), wygłoszonych 24-25 grudnia w ramach tzw. homilii bożonarodzeniowych i pasterkowych, z komentarzem ułatwiającym niezorientowanym zrozumienie nauki Kościoła w odniesieniu do dzieci poczętych inaczej:


Biskup płocki ksiądz doktor Piotr Libera:

Nad Betlejem nieustannie unosi się cień Heroda. Czy nie jest to szatańska zagrywka? Dać początek jednej istocie ludzkiej i równocześnie zniszczyć kilka lub kilkanaście innych żywych ludzkich zarodków! Oto dlaczego Kościół mówi zdecydowanie “nie” metodzie poczynania ludzkiego życia w laboratorium.

No właśnie. Lepiej żeby nie było żadnych dzieci, niżby miały być tylko niektóre. A swoją drogą, przyznać trzeba, że taki pęd do zrównania wszystkich w nieistnieniu bije na głowę nawet komunizm w wykonaniu Czerwonych Khmerów. Tamci wszak zabijali jedynie istoty niesłusznie (bo w niesłusznych sferach) urodzone (lub choćby poczęte). Biskup Libera domaga się tymczasem odebrania prawa do życia zygotom, które jeszcze nie powstały. Wystarczy duszpasterzowi, że – gdyby powstały – powstałyby w próbówce, co przecież zbrodnią jest znacznie większą, niż nie-bycie chłopem w rządzonej przez Pol Pota Kambodży.


Czytaj resztę wpisu »


Krzyżówki i krzyżowcy

06/09/2007

Zjednoczone Królestwo znów w awangardzie. Już niedługo w brytyjskich laboratoriach powstaną pierwsze hybrydy ludzi i innych zwierząt. Tak, tak, słowo innych jest tu szczególnie ważne (a mało które medium o tym wspomina), bo Homo sapiens należy właśnie do królestwa zwierząt (typ – strunowce, podtyp – kręgowce, gromada – ssaki, rząd – naczelne, nadrodzina – małpy człekokształtne, rodzina – człowiekowate). Główna instytucja nadzorująca badania nad ludzkimi zarodkami na Wyspach, HFEA (The Human Fertilisation and Embryology Authority), zgodziła się właśnie, by naukowcy mogli w celach badawczych tworzyć takie stworki, o ile tylko wcześniej uzyskają stosowną licencję.

Hybrydy nie będą tworzone wyłącznie dla widzimisię naukowców. Posłużą przede wszystkim do badań nad chorobami Alzheimera i Parkinsona, dziś de facto nieuleczalnymi. Zarodki-hybrydy produkowane będą poprzez wszczepianie zawierającego DNA ludzkiego jądra komórkowego (pozyskiwanego np. z komórek skóry) do krowiego, świńskiego lub króliczego jaja, z którego wcześniej usunie się materiał genetyczny. Uzyskany w ten sposób zarodek będzie w niemal 100 procentach tworem ludzkim, przy okazji zaś badacze będą mogli na nim eksperymentować do woli – toż bowiem nawet największy zwolennik świętości ludzkiego życia będzie miał problemy z uzasadnieniem, dlaczego coś, co powstało z kawałka paznokcia i króliczej komórki jajowej, miałoby posiadać duszę.

Czytaj resztę wpisu »


Rydzyk za prawem do godnej śmierci

09/07/2007

Wmawiali nam przez lata, że Radio Maryja to matecznik ciemnoty i zacofania, a tu niespodzianka…

Jak już chyba wszyscy dowiedzieliśmy się z najnowszego “Wprost”, Ojciec Dyrektor Tadeusz Rydzyk w trakcie prowadzonych przez siebie wykładów już w kwietniu b.r. nawoływał do zalegalizowania w Polsce… eutanazji. I to bynajmniej nie wyłącznie dla chorych i cierpiących (niech się schowa tak ponoć liberalne ustawodawstwo holenderskie), lecz dla każdego, kto sam będąc zwolennikiem przerywania życia, zażyczy sobie pomocy w opuszczeniu tego świata.

Co prawda próbnie eutanazja taka miałaby być dostępna przede wszystkim dla prezydentowej Marii Kaczyńskiej (tudzież w domyśle pewnie także dla innych czarownic – w wypowiedzi padły nazwiska Moniki Olejnik i Magdaleny Środy), trudno jednak przecenić znaczenie ojdyrowej deklaracji, jak również jej potencjalne implikacje międzynarodowe. Po raz pierwszy w historii w kraju uznawanym za tradycyjnie katolicki tak wysoki rangą hierarcha (druga osoba w polskim Kościele po zwłokach JP 2.0) opowiedział się za prawem ludzi (a nawet kobiet) do decydowania o własnym życiu i śmierci.

Oczywiście, kolejny śmiały manifest człowieka tak szczerego, że swego czasu nie wahał się nazwać Pałacu Prezydenckiego szambem (na co, zważmy, nigdy nie odważyło się żadne pseudoopozycyjne medium w typie TVN czy “Wyborczej”), nie mógł przejść bez echa: atak ultrakonserwatywnej PO nie kazał na siebie długo czekać. Co więcej, na Ojca Dyrektora natychmiast rzuciły się niechętne Kościołowi otwartemu media, które uznały postulat legalizacji prawa do wolnej śmierci za… obrazę głowy państwa – i nuże grzmieć, że prezydenta obrażać się w Polsce nie godzi, te same judasze, które, gdy obrażał podpity bezdomny, gardłowały za wolnością wypowiedzi. Jak widzimy jednak, w tzw. IV RP wolność wypowiedzi przysługuje tylko specjalnie wyselekcjonowanym jednostkom: bezdomnemu pijakowi tak, ale zwolennikom eutanazji i Ojcu Dyrektorowi – już nie.

Mimo to jesteśmy z Tobą, Wspaniały Kapłanie!


Do wariatkowa, proszę

10/06/2007

Ostatnie dni przyniosły dwa newsy, które każą się zastanowić nad tym, ile mamy jeszcze wolności słowa w Polsce. Pierwszy, szeroko dyskutowany: “Dziennik” opublikował treść pozwu Michnika przeciw Krasowskiemu. Drugi, mniej głośny, choć nie mniej złowrogi: 33-letni anglista został skazany na pół roku w zawieszeniu za umieszczenie w Internecie fotomontażu Jezusa z twarzą Stalina. A wszystko to w europejskim kraju, który chełpi się przestrzeganiem demokratycznych standardów, do których, jak wiemy, należą również gwarancje wolności słowa.

Mało kto zdaje sobie sprawę, jak osobliwie nasza sytuacja w tej dziedzinie może wyglądać dla osoby z zewnątrz. Otóż bezkarnie krytykować i wyśmiewać można sobie w Polsce właściwie tylko polityków, a i to nie wszystkich. Giertych i Wierzejski drwiny i szyderstwa przyjmują tak, jakby sprawiały im one przyjemność. Po Kaczyńskim najgorsze obelgi spływają jak po kaczce. Ale już taka Sobecka za „babsztyla” wytacza procesy, podobnie jak Hojarska za włosy na klacie. Znacznie bardziej od polityków wrażliwi na krytykę wydają się sami dziennikarze. Każdy może napisać sobie, co chce o Adamie Michniku lub Elizie Michalik, jeżeli jednak to, co napisze, nie spodoba się bohaterowi lub bohaterce artykułu, musi liczyć się z tym, że za kilka dni do drzwi może zapukać mu listonosz z wezwaniem z sądu. Najgorzej jest jednak z wolnością wypowiedzi na temat rzeczy, w które wierzą współobywatele. Absurdalność wierzenia nie gra roli (choć pewną rolę odgrywa publikacja, w której dany absurd pochodzi: za kpiny z prawd objawionych w Biblii łatwiej w Polsce zostać skazanym niż za kpiny z prawd objawionych w Koranie), chodzi tylko o to, by było to wierzenie w coś, co z naukowego punktu widzenia nie trzyma się kupy (jak widać, nasz prawodawca uznał, że nauka obroni się sama). Na przykład że świat został stworzony w sześć dni lub że pewien pan dwa tysiące lat temu trzy dni po śmierci wyszedł z grobu, po czym regularnie odwiedzał swoich znajomych, przenikając przez zamknięte drzwi ich domów.

Jakkolwiek mógłbym jeszcze zrozumieć, gdyby niedorzeczne prawo było przynajmniej konsekwentne i w ramach walki z obrażaniem uczuć religijnych tępiło rzeczy, które faktycznie mogą w religijność godzić (np. podręczniki do fizyki i biologii, uczące dzieci, że świat wcale nie powstał tak, jak utrzymuje Biblia, oraz że ludzie nie przenikają przez zamknięte drzwi), pomysł skupiania się w pierwszym rzędzie na integralności świętych obrazków (nie taki zresztą nowy – pamięta ktoś jeszcze procesy tygodnika “Wprost” za okładkę z Matką Boską Częstochowską w masce gazowej?) trudno uznać za coś innego niż szczyt paranoi. Jak każdy normalny człowiek, szanuję ludzi, którzy wymyślili rzeczy, w które wierzę, lub napisali ważne dla mnie książki. Karol Darwin, Richard Dawkins czy Steven Pinker znaczą dla mnie, jak podejrzewam, nie mniej, niż dla katolika Jezus Chrystus lub Maryja, czy dla muzułmanina Mahomet. Gdybym jednak pewnego dnia zaczął odczuwać potrzebę pójścia do sądu i domagania się ukarania kogoś za to, że zrobił karykaturę Darwina bądź fotomontaż z brzuchem Dawkinsa, prawdopodobnie natychmiast zadzwoniłbym po karetkę.

Po czym kazałbym się wieźć do najbliższego wariatkowa.



Polska won z Unii

06/06/2007

Pedro Zerolo, sekretarz ds. społecznych rządzącej w Hiszpanii partii socjalistycznej (PSOE), wezwał do wyrzucenia Polski z Unii Europejskiej za dyskryminację wobec gejów i lesbijek. Czyżby Hiszpania badała grunt przed jakąś ofensywą dyplomatyczną w tej materii? I czy aby na pewno byłaby to ofensywa wyłącznie hiszpańska?

Unia Europejska nie jest bankiem, do którego chodzi się jedynie po subwencje. Jeśli nie ma poszanowania dla określonych wartości obywatelskich i republikańskich – wynocha z Unii Europejskiej! Tam są drzwi! – nie przebierał w słowach niekryjący swej orientacji seksualnej hiszpański polityk. Przy okazji skrytykował zakaz “propagowania homoseksualizmu w szkołach”, forsowany przez polski resort edukacji, i wezwał rodzimych bojowników o prawa człowieka do wyprawy na manifestację do Warszawy.

Deklaracje Zerola zbiegły się w czasie z wizytą, jaką złożył w Polsce szef Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Pöttering. Wizyta ma dość trudny charakter, polskie władze jako ostatnie w Europie blokują bowiem odejście od skomplikowanego, pierwiastkowego systemu zliczania głosów przy podejmowaniu decyzji w przyszłej Unii. System ów, skrajnie niedemokratyczny i w istocie dla Polski niekorzystny (dyskryminuje bowiem duże kraje kosztem małych, a Polska jest we Wspólnocie krajem raczej dużym), ma w oczach Kaczyńskich jedną, za to trudną do przecenienia zaletę: jeszcze bardziej dyskryminuje Niemcy. To wystarczy, by Bliźniacy gotowi byli, jak sami deklarują, za pierwiastek umrzeć – i, w razie potrzeby, pociągnąć za sobą resztę Polaków.

Współczesna polityka europejska ma jednak, niestety, wymiar głównie pragmatyczny, dlatego trudno oczekiwać, by ktokolwiek w Brukseli planował na braci K. zamach. Wręcz przeciwnie, ich upór może być bardzo na rękę coraz liczniejszym zwolennikom ekstrakcji ze Wspólnoty raka zwanego IV Rzecząpospolitą. Raka, który nie dość, że w kółko wywołuje śmiech i zażenowanie antynaukowymi (kreacjonizm) i homofobicznymi (wezwania do lania gejów pałami, walka z “homopropagandą” w szkołach i z Teletubisiami) wyskokami swych władców (co się jednak od biedy w Unii wybacza), to w dodatku rządzony jest przez ludzi, z którymi nijak nie można się dogadać. Zwłaszcza w kluczowych dla przyszłości UE sprawach.

I choć podstaw prawnych do wykluczenia Polski na razie brakuje, pamiętać trzeba, że gdzie chęć prawdziwa, tam zawsze w końcu znajdą się środki. Nic nie stoi na przeszkodzie, by nowy traktat stanowił, iż podpisujące go 26 państw (bez Polski Kaczyńskich) opuszcza stare Wspólnoty Europejskie (zostawiając w nich samiutką Polskę) i powołuje sobie nowe. A potem zgodnie buduje mniejszą, ale normalniejszą Europę.


Transseksualny drób

29/05/2007

Pewna kura w Indiach ni stąd ni zowąd zmieniła płeć. Znaczy: przeobraziła się w koguta. Stopniowo. Najpierw przestała wysiadywać jajka, wkrótce potem dała też sobie spokój z ich znoszeniem. Po dwóch miesiącach wysmuklała, po trzech – zapuściła grzebień, a po pół roku zaczęła gonić inne kury w wiadomym celu. Gdy wieść się rozniosła, właściciela świeżo upieczonego (w przenośni) koguta odwiedzili weterynarze, którzy poświadczyli zmianę płci i chcieli ptaka zabrać w celu dalszych badań, na co nie pozwolili jednak okoliczni chłopi, oddający od czasu przemiany transgenderowej kurze cześć boską.

Od lat wiadomo, że w świecie drobiu spontaniczne przypadki zmiany płci nie należą do rzadkości. Rok temu obiegły świat doniesienia z jednej ze szwedzkich kurzych farm, na której kwoka-nioska zamieniła się w koguta dosłownie z dnia na dzień, przez co zresztą jej dotychczasowy „mąż” (o wiele mówiązym imieniu Henryk VIII) nieomal stracił zmysły.

Skandynawia to jednak obszar w kwestii płci i jej granic (jak pokazują najnowsze badania: wcale nie takich ostrych, jak kiedyś uważano) niezwykle liberalny – co innego subkontynent indyjski. W sąsiadującym z Indiami Pakistanie skazano właśnie na 3 lata więzienia małżeństwo (na oko absolutnie „normalne”), bo okazało się, że pan młody (dziś postawny, brodaty mężczyzna) urodził się jako kobieta i potem przeszedł potajemnie (jawnie nie można; trwają poszukiwania lekarza, który dopuścił się zbrodni) zmianę płci. Tymczasem Koran, jak wiadomo, niczego takiego jak zmiana płci nie przewiduje, sąd musiał więc uznać, że po ślubie doszło do współżycia seksualnego dwóch kobiet. Zważywszy, że przypadki homoseksualizmu święta księga Religii Pokoju i Miłości nakazuje karać śmiercią, wspomniana para i tak bardzo musi się cieszyć. Przed małżonkami tylko kilka lat rozłąki w osobnych (ale wciąż żeńskich) więzieniach, po czym może da się jakoś uciec do kraju, w którym nikomu nie przychodzi do głowy zaglądać obywatelom pod spódnice, do spodni lub w metryki, i na tej podstawie wyrokować, czy mogą wziąć ślub, czy nie. Na razie jednak pozostaje żałować, że nie jest się kurą…


Bóg urojony

25/05/2007

Fani twórczości Richarda Dawkinsa (do których z przyjemnością się zaliczam) mają powód do świętowania: nakładem Wydawnictwa CiS trafiło dziś do księgarń polskie tłumaczenie kultowego “The God Delusion”. I choć tytuł “Bóg urojony” nie wydaje się zbyt trafiony (jak zauważył DarkWater w dyskusji na forum ateista.pl: Lepsze byłoby “Urojenie Boga” [...] “Bóg urojony” może sugerować, że może być jeszcze jakiś Bóg “nie urojony” [...]. Stawiam sto do jednego, że pojawi się artykuł, że Dawkins obala istnienie swojej wizji Boga, a “prawdziwi” katolicy wierzą w innego, tego nie urojonego), zawartość książki usatysfakcjonuje każdego wroga przesądów, zabobonów i teologicznego bełkotu. Poniżej cztery akapity z teasera, który wisi na Onecie:

Bóg Starego Testamentu to chyba jeden z najmniej sympatycznych bohaterów literackich: zawistny (i dumny z tego), małostkowy i niesprawiedliwy typ, z manią na punkcie kontrolowania innych i niezdolny do wybaczania, mściwy i żądny krwi zwolennik czystek etnicznych, mizogin, homofob i rasista, dzieciobójca o skłonnościach ludobójczych (i morderca własnych dzieci przy okazji), nieznośny megaloman, kapryśny i złośliwy tyran. Ci z nas, którzy od najwcześniejszego dzieciństwa się z nim stykają, nie dostrzegają tego horroru. [...] Syn Winstona Churchilla, Randolph, jakoś zdołał przetrwać bez znajomości Pisma aż do czasów wojny, a dokładnie do chwili, gdy Evelyn Vough i jego brat [...] nie namówili go na szczególny zakład – na pewno nie zdoła przeczytać całej Biblii przez jedną noc! „Rezultat, niestety, nie był taki, jak oczekiwaliśmy. Randolph nigdy wcześniej nie czytał ani kawałka Biblii i teraz lektura podekscytowała go niepomiernie. Co chwila odczytywał nam na głos jakiś fragment z komentarzem ‘Idę o zakład, że nie wiedzieliście, że to z Biblii’ albo z rechotem przekładał kolejną kartkę, mamrocząc pod nosem ‘O Boże, ależ z tego Boga kawał sukinsyna’”. [...]
Czytaj resztę wpisu »


Homorodzicielstwo

22/05/2007

Dyskutowaliście pod ostatnim postem zarówno na WordPressie, jak i Salonie, na tyle intensywnie, iż – i tak dość ostatnio zajęty – nie byłem w stanie na bieżąco odpowiadać. Czynię to zatem teraz zbiorczo, przynajmniej w odniesieniu do jednego wracającego jak bumerang w dyskusjach o małżeństwach jednopłciowych argumentu: Małżeństwo służy prokreacji. W związkach homoseksualnych nie ma mowy o prokreacji, stąd nie powinny te związki otrzymywać praw należnych heteroseksualnym małżeństwom.

Jak widzimy, chodzi tu o postulat, by instytucja małżeństwa była ograniczona tylko do ludzi, którzy płodzą dzieci i razem je wychowują. Ponieważ spełniają tym samym ważną rolę społeczną (odnawiają tkankę narodową, która potem będzie płacić im emerytury etc.), należą im się za to poświęcenie jakieś nagrody – i tymi właśnie nagrodami są przywileje, którymi cieszą się w Polsce heteroseksualne małżeństwa.

Argument powyższy, mimo że miejscami absurdalny (zakłada bowiem, że ludzie rodzą dzieci po to, by mieć emerytury, przez co człowiek zaczyna zachodzić w głowę, po co rozmnażano się przed Bismarckiem), byłby jednak do strawienia (jeśli za Marksem wierzy się, że jednostka powinna działać kierując się w pierwszym rzędzie dobrem społeczeństwa, można zachwycać się jego kolektywistyczną logiką), gdyby nie parę faktów, o których zapominają posługujący się nim przeciwnicy związków jednopłciowych:

  1. Istnieją małżeństwa bez dzieci, ba, obecnie z roku na rok jest ich na świecie coraz więcej.
  2. Istnieją dzieci nie urodzone w związkach małżeńskich, ba, obecnie z roku na rok jest ich na świecie coraz więcej.

Co więcej, gdybyśmy zastosowali ten argument do par heteroseksualnych, powinniśmy zakazać wstępowania w związki małżeńskie ludziom bezpłodnym, wysterylizowanym, używającym środków antykoncepcyjnych, kobietom po menopauzie, wreszcie każdej osobie z jakichkolwiek względów nie chcącej mieć dzieci. Poza tym niewychowujące dzieci małżeństwa winny być natychmiast z mocy prawa rozwiązywane z chwilą, gdy kobieta przestanie miesiączkować, mężczyzna popadnie w impotencję lub jeśli mimo prób nie doczekają się pierwszego potomka np. przez trzy kolejne lata.

Ktoś odpowie, że to wyjątki, aberracje. Niekoniecznie: jeśli przyjrzymy się dokładniej sytuacji w Polsce, okaże się, że z różnych przyczyn prawie połowa polskich małżeństw dzieci aktualnie ani nie płodzi ani nie wychowuje, gdyż albo już spłodziła i odchowała jedno lub parkę i dała sobie spokój, albo w ogóle rozmnażać się nie może lub (jak to ma miejsce w przypadku wielu młodych małżeństw na dorobku) na razie nie chce. W myśl logiki tych, którzy twierdzą, że małżeństwo służy prokreacji, wszystkie takie stadła w ogóle nie mają racji bytu.

Czytaj resztę wpisu »


Dyrektor departamentu

10/05/2007

Dyrektor departamentu współpracy międzynarodowej Ministerstwa Edukacji Narodowej Sławomir Adamiec napisał list do największej organizacji nauczycieli na świecie Education International. W liście tłumaczy, dlaczego, podobnie jak przełożeni (Giertych i Orzechowski), jest homofobem. Otóż po pierwsze dlatego, że homoseksualizm jest antypolski:

Promocja homoseksualizmu godzi w podstawy moralności chrześcijańskiej. Godząc w moralność narodu, godzi w fundament państwa polskiego.

Po drugie jednak, i to znacznie jest ciekawsze, dlatego, że w Polsce nie sposób wyjść na ulicę, by nie natknąć się na spółkujących publicznie gejów i liżące się lesbijki. I to zarówno takie żywe, jak i straszące z ekranów, pierwszych stron gazet, billboardów i plakatów, które pan Sławomir najwyraźniej zauważa niemal wszędzie:

Niektóre ulice polskich miast, witryny sklepowe i media aż ociekają od promocji homoseksualizmu i pornografii.

Biorąc pod uwagę prawdopodobny stan zdrowia psychicznego osoby, która gdzie się nie ruszy, widzi tryskającą z fiutów spermę, przepowiadam panu Adamcowi rychły awans w MEN, może nawet na stanowisko wiceministra. Do czego to bowiem podobne, by jednostka tak niestandardowo odbierająca rzeczywistość marnowała się w resorcie Giertycha jako zwykły dyrektor departamentu?


Krótka historia homofobii w Polsce

10/05/2007

Nie było mnie w pobliżu netu w zeszły czwartek, nie mogłem przeto na gorąco zabrać głosu w kwestii werdyktu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie zakazu Parady Równości A.D. 2005. Dziś to już trochę musztarda po obiedzie: sił i czasu nie mam czytać, co się na blogach i forach przez ostatnie parę dni w temacie pojawiło. Więc i notkę strach puszczać: a nuż będzie w niej coś, co ktoś kiedyś napisał przede mną? Ale cóż, raz kozie śmierć.

Zacznijmy od tego, że nie zawsze była Polska europejskim rezerwatem dla talibów pokroju Adamca (tego, co gdzie nie spojrzy, tam widzi seks homo) czy Zawiszy (tego, który wypowiedział wojnę kobiecym dekoltom). Karalność stosunków męsko-męskich zniósł na terenie Księstwa Warszawskiego (czyli równiez późniejszej Kongresówki) już 200 lat temu kodeks napoleoński (żeńsko-żeńskie stosunki w ogóle wcześniej nie były ścigane). Jego liberalne nawet na tle ówczesnej Europy przepisy (pod koniec XIX wieku skazywano jeszcze za homoseksualizm na więzienie np. w Anglii – ofiarą takich prześladowań padł m.in. Oscar Wilde) w 1932 kodeks karny Makarewicza rozciągnął na resztę ziem Rzeczypospolitej. Na dobrą sprawę w XX wieku antyhomoseksualną ideologię zaczęli wcielać w Polsce w życie dopiero dwaj przywódcy reżimów okupacyjnych, którzy rządzili krajem w latach 1939-1953: Adolf Hitler i Józef Stalin. Pierwszy – mordując w obozach koncentracyjnych ok. 15 tysięcy osób z powodu ich orientacji seksualnej. Drugi – wysyłając homoseksualistów jako element wrogi klasowo do gułagów. Stalinowski kodeks karny z 1933 za czyny homoseksualne przewidywał 5 lat ciężkich łagrów; po śmierci generalissimusa kary jednak złagodzono i przeważnie poprzestawano na zamykaniu homoseksualistów na resztę życia w szpitalach psychiatrycznych.

Czytaj resztę wpisu »