Studia, po których najwięcej zarobisz

12/09/2009

Trystero to blog, który polecam, komu tylko mogę – przede wszystkim za doskonałe analizy ekonomiczne, jak również za styl pisania i to zatrzęsienie genialnych wykresów (jak ja lubię wykresy!), takich jak te w dzisiejszej notce o tym, po których kierunkach w Stanach najlepiej się zarabia. Notki nie będę tu streszczał, każdy może sobie kliknąć na link i ją przeczytać, ale przed przekopiowaniem głównego wykresu po prostu nie mogę się powstrzymać:

najlepsze-kierunki2

Lista dotyczy tylko kierunków licencjackich, stąd nieobecność dość dobrze rokujących finansowo medycyny i prawa. Abstrahując od tego, można jednak jasno stwierdzić, że wspomniane na niej kierunki mają parę cech wspólnych. Po pierwsze: żaden nie ma nic wspólnego z humanistyką. Po drugie, wszystkie wymagają dobrej znajomości matematyki – tej samej, o prawo do niezdawania której rodzice przyszłych maturzystów toczą co roku walki z ministerstwem. Bo w końcu nie ma nic fajniejszego dla rodzica, niż pewność, że jego dziecko będzie w przyszłości biedne.

Efekt? Najczęściej wybieranymi studiami w 2008 roku były w Polsce prawo, psychologia i dziennikarstwo. Zaraz potem dreptały: bańka reklamowa pod tytułem “marketing i zarządzanie” (jak przyjemnie być narodem dyrektorów), przekazujące studentom odjechane ideologie jako wiedzę socjologia i politologia czy niczego sensownego nieuczące kulturoznawstwo (wiem, studia, na których w ramach zajęć ogląda się dzieła postimpresjonistów lub dyskutuje o Marksie, Derridzie i Naomi Klein, wydają się niektórym pociągające – tyle że na rynku pracy wiedza o tym, co Baudrillard miał na myśli pisząc o symulakrach, nie ma najmniejszej wartości, w przeciwieństwie do wiedzy o tym, jak zbudować most, podmienić fragment DNA w komórce lub zaprogramować bazę danych). W 2009, jak wszystko wskazuje, będzie podobnie, i to mimo faktu, że większość studiujących na niedających wiedzy (wyjątek prawo i – gdzieniegdzie – psychologia) i nierokujących wielkich perspektyw (jeśli – dotyczy tylko studentów prawa – nie ma się mamy notariusza lub wujka adwokata) kierunkach musi za tę przyjemność płacić z własnej kieszeni.

Tymczasem młody człowiek, który zdecyduje się na studiowanie takiej fizyki, nie dość, że ma pewność, że się dostanie na państwową uczelnię i nic nie zapłaci za studia (miejsc co roku jest więcej niż chętnych), to jeszcze może liczyć na stypendium motywacyjne od rządu: okrągłe 1000 zł (dość przyzwoita suma dla sporej liczby żaków), wypłacane co miesiąc za sam fakt bycia studentem (bez względu na średnią!). Dodajmy: studentem kierunku, po którym pracuje się w CERN-ie lub na kierowniczym stanowisku w centrali dużego banku, a nie – jak po kulturoznawstwie lub socjologii – na zmywaku w Londynie. A mimo to chętnych brakuje.

Ech, lubimy te zmywaki, lubimy…


Gdzie są Stany Zjednoczone?

16/12/2008

Amerykańska sondażownia Gallup/Harris przeprowadziła pouczające badanie. Ankieterzy pokazywali w nim mieszkańcom Stanów Zjednoczonych Ameryki mapę Stanów Zjednoczonych (kolor niebieski), podpisaną “Ameryka” i opatrzoną legendą (jednoznacznie wyjaśniającą, że kolor niebieski to Ameryka), a następnie prosili o wskazanie na mapie… Stanów Zjednoczonych Ameryki. Mimo tych sporych, wydawałoby się, ułatwień, aż 37 procent respondentów nie było w stanie zlokalizować swojego kraju na mapie, dającej najwyraźniej zbyt wiele możliwości. Gwiazdki pokazują, gdzie mózgowcy z tych 37 procent najchętniej zaznaczali położenie USA:

2008-12-15-mapsmall

Co piąty Amerykanin upierał się, że Stany Zjednoczone leżą w Pacyfiku; co dziesiąty – że gdzieś na terenie Meksyku. “Tylko” 6 procent jako lokalizację USA wskazało wyraz “Ameryka”. Kolejne 2 procent (prawdopodobnie niepiśmiennych) badanych obstawiało, że ich kraj mieści się w legendzie mapy.

Na pytanie, co to w takim razie to wielkie niebieskie, respondenci odpowiadali jeszcze ciekawiej. “Wygląda znajomo i coś mi mówi, że jest tam wielu Amerykanów, więc obstawiam, że to Irak” – stwierdził jeden z respondentów. Badani wymieniali też nazwy takie jak Shire, Hollywood i Palestyna.

Artykuł z opiniotwórczego, liberalnego portalu Huffington Post, oparty na wynikach opisanych badań, cztery godziny temu awansował na stronę główną digg.com, dzięki czemu długo teraz będzie robił furorę na amerykańskich blogach, ba, może nawet stanie się wiarygodnym źródłem w przepisywanych z netu pracach “naukowych”. A tymczasem całe badanie wymyślił sobie (obstawiam, że przedwczoraj przy śniadaniu) autor tekstu, kanadyjski komik Steven Sherori. Tym samym, być może niechcący, udowodnił zresztą, że nie ma takiej bzdury o Amerykanach, w którą by nie uwierzyli mieniący się intelektualistami (i przekonani o swojej wyższości wobec reszty społeczeństwa) amerykańscy internauci. Co zresztą, na dobrą sprawę, stawia ich w świetle znacznie gorszym od tego, w którym wyniki wymyślonego badania stawiały ich rodaków.


Pocztówki z Salzburga

11/06/2008

Koordynowanie europejskiego projektu badawczego, takiego jak EU Kids Online, wiąże się od czasu do czasu z pewnymi pozytywami. Jednym z nich jest fakt, że Komisja Europejska regularnie funduje uczestnikom programu “wczasy robocze” w różnych atrakcyjnych turystycznie punktach naszego kontynentu – a wszystko po to, by z żywotnymi problemami Unii (takimi jak ochrona dzieci przed zagrożeniami czyhającymi na nie w Internecie) mogli się naukowcy zmagać w warunkach maksymalnie sprzyjających koncentracji. Biorąc pod uwagę wzniosły cel, trudno się dziwić, że na miejsce czerwcowego spotkania roboczego wybrano pewne miasteczko w Austrii, w którym zupełnie przypadkowo właśnie zaczęły się mistrzostwa Europy w piłce nożnej.

Urok Salzburga tkwi przede wszystkim w tym, że miasto de facto leży w lesie, co więcej, w lesie pokrywającym niezbyt w tym miejscu wysokie, za to jak zwykle malownicze Alpy. Starówka otoczona jest górami, które kiedyś stanowiły naturalną linię obronną miasta, i na których wciąż stoją domki i zameczki, jakby żywcem wyjęte z baśni braci Grimm lub ich disnejowskich adaptacji. W efekcie dostajemy cudowny kicz, w którym chyba każdy chciałby sobie jakiś czas pomieszkać:

Czytaj resztę wpisu »


Płeć, mózg i biologia

12/12/2007

Poprzedni tekst (o autyzmie) nieoczekiwanie wywołał gorącą dyskusję, skoncentrowała się ona jednak nie tyle na samym schorzeniu, ile na biologicznych i kulturowych uwarunkowaniach płci. Obiecałem wówczas, że następny post poświęcony będzie w całości różnicom między mężczyznami a kobietami. Wbrew pozorom i “postępowej” indoktrynacji, prowadzonej na niektórych wydziałach humanistycznych, różnice te istnieją: badania i metaanalizy psychologów ewolucyjnych, neurologów i genetyków wskazują, że biologicznie warunkowana płeć wpływa na to, w jaki sposób myślimy, uczymy się, widzimy, słyszymy, odbieramy bodźce dotykowe, smaki i zapachy, porozumiewamy się, walczymy, kochamy, odnosimy sukcesy i ponosimy porażki.

Najciekawsze (i jednocześnie najbardziej kontrowersyjne, choć z drugiej strony już nieco zdezaktualizowane) kompendium na temat różnic międzypłciowych w budowie i funkcjonowaniu mózgu wyszło po polsku w 1993. Chodzi oczywiście o kultową “Płeć mózgu”. Autorzy książki, Anne Moir i David Jessel, opisują setki badań świadczących o tym, że mężczyźni i kobiety różnią się dość drastycznie… właściwie od chwili narodzin. Już kilka godzin po przyjściu na świat dziewczynki są bardziej wrażliwe na dotyk niż chłopcy. Od pierwszych dni są bardziej skłonne do komunikowania się z innymi żywymi istotami. Jedno z badań, przeprowadzone na kilkudniowych niemowlętach, wykazało, że dziewczynki spędzają prawie dwa razy więcej czasu niż chłopcy na utrzymywaniu kontaktu wzrokowego z milczącym dorosłym. Co więcej, przyglądają się także dłużej, kiedy dorosły mówi. Chłopcy przyglądali się tyle samo, niezależnie od tego, czy dorosły mówił, czy też nie; w ogóle zwracali większą uwagę na bodźce wizualne, niż dźwiękowe. Podobne, wspierające tezy Moir i Jessela wyniki dla dzieci dwunastomiesięcznych uzyskali całkiem niedawno Svetlana Lutchmaya, Simon Baron-Cohen i Peter Raggatt.

Jeszcze większe różnice wyżej wspomniana trójka uczonych odkryła w testach kompetencji werbalnej. Co więcej, według Moir i Jessela jednotygodniowa dziewczynka, w przeciwieństwie do chłopca, potrafi odróżnić płacz innego dziecka od hałasu o podobnej sile. Małe panie od kołyski gaworzą przede wszystkim do ludzi lub innych istot żywych. Większość chłopców na pierwszy rzut oka wydaje się równie gadatliwa, jednak aktywność tę przejawiają w równym stopniu do zabawek lub innych martwych przedmiotów. Dziewczynkom zdarza się to również, ale – jak twierdzą autorzy “Płci mózgu” – znacznie rzadziej.

W wieku czterech miesięcy dziewczynki są w stanie odróżnić fotografie znanych im osób od fotografii nieznajomych – umiejętność, którą chłopcy nabędą znacznie później. Lutchmaya, Baron-Cohen i Raggatt ustalili w ramach jednego ze wspomnianych już badań, że jednoroczne dziewczynki spędzają więcej czasu na obserwowaniu matki niż jednoroczni chłopcy. A gdy tak małym dzieciom pozwoli się wybierać film do oglądania, dziewczynki dłużej patrzą na obrazy twarzy ludzkich, podczas gdy chłopcy skłaniają się ku filmom o samochodach.

Czytaj resztę wpisu »


TOK FM razy dwa

16/08/2007

Rzadko kiedy zdarza mi się w jednej stacji (Biski nie liczę) gościć więcej niż raz dziennie, niemniej od czasu do czasu przychodzi taki dzień. Dziś trafiło na TOK FM.

Już teraz można wysłuchać na stronie radia audycji Subiektyw z 10:10. Prowadząca, Ewa Wanat, tym razem “zagubiona” w tym, co w ciągu kilku dni jej nieobecności zaszło w polskiej polityce, dzięki czemu autor tych słów i prof. Krzysztof Konarzewski mają okazję wygłosić wiele mądrych zdań o cyrku, dionizjach i psychologicznych determinantach faktu, iż mamy takich polityków, jakich mamy.

Między 22:00 a 24:00, w Wieczorze Radia TOK FM, powinno być ciut spokojniej, choć nie mniej kontrowersyjnie. Temat – miłość z punktu widzenia socjobiologii – dotyczy w jakimś sensie chyba każdego, więc też zapewne, mimo dzikiej pory, niewielu uśpi.


Dyrektor departamentu

10/05/2007

Dyrektor departamentu współpracy międzynarodowej Ministerstwa Edukacji Narodowej Sławomir Adamiec napisał list do największej organizacji nauczycieli na świecie Education International. W liście tłumaczy, dlaczego, podobnie jak przełożeni (Giertych i Orzechowski), jest homofobem. Otóż po pierwsze dlatego, że homoseksualizm jest antypolski:

Promocja homoseksualizmu godzi w podstawy moralności chrześcijańskiej. Godząc w moralność narodu, godzi w fundament państwa polskiego.

Po drugie jednak, i to znacznie jest ciekawsze, dlatego, że w Polsce nie sposób wyjść na ulicę, by nie natknąć się na spółkujących publicznie gejów i liżące się lesbijki. I to zarówno takie żywe, jak i straszące z ekranów, pierwszych stron gazet, billboardów i plakatów, które pan Sławomir najwyraźniej zauważa niemal wszędzie:

Niektóre ulice polskich miast, witryny sklepowe i media aż ociekają od promocji homoseksualizmu i pornografii.

Biorąc pod uwagę prawdopodobny stan zdrowia psychicznego osoby, która gdzie się nie ruszy, widzi tryskającą z fiutów spermę, przepowiadam panu Adamcowi rychły awans w MEN, może nawet na stanowisko wiceministra. Do czego to bowiem podobne, by jednostka tak niestandardowo odbierająca rzeczywistość marnowała się w resorcie Giertycha jako zwykły dyrektor departamentu?


Dzień walki z rasizmem

21/03/2007

Mało kto w Polsce wie, że 21 marca to międzynarodowy dzień walki z rasizmem. By o tym przypomnieć, gorąco polecam obsypany nagrodami (Oskar’93 dla aktorskiego filmu krótkometrażowego) moralitet Pepe Danquarta na temat stosunku zwykłych ludzi do inności. Zwłaszcza w Polsce takie kino ciągle daje po głowie.


Darwin terrorysta

05/02/2007

Profesor Giertych nie jest już osamotniony w swych zmaganiach na forum europejskim ze współczesną wiedzą biologiczną. Z odsieczą właśnie pospieszyli mu tureccy islamiści, rozsyłając (gratis!) do francuskich szkół tysiące egzemplarzy „podręcznika”, w którym teoria Darwina nazwana jest prawdziwym źródłem terroryzmu.

770-stronicowe tomiszcze nosi tytuł “Atlas stworzenia” (L’atlas de la création) i poświecone jest zbijaniu tez Darwina. Temu zbijaniu nie służą jednak tym razem opowieści o smoku wawelskim czy Ewie, Adamie i wężu, tylko, jak się zresztą można było spodziewać, odpowiednie wersety Koranu. W świętej księdze muzułmanów podobnie jak w Biblii twardo bowiem stoi, że człowieka, razem ze światem, stworzyła w kilka dni jakaś nadrzędna istota. Co prawda oba dzieła różnią się w kwestii imienia tej istoty, tudzież inaczej datują sam akt stworzenia, niemniej nie czas kłócić się o detale, gdy niewierzący nie tylko bezkarnie chodzą po ziemi, lecz nawet mają czelność nauczać w szkołach swoich herezji.

Książki jednak nikt by pewnie nie zauważył, gdyby autor, Harun Yahya, nie posunął się w swych rozważaniach ciut dalej niż chyba wszyscy antydarwiniści dotąd razem wzięci, i nie zamieścił w swym dziele fotografii płonącego Word Trade Center z podpisem: Ci, którzy sieją terror, są w istocie darwinistami. Darwinizm to jedyna filozofia, która pochwala i wzbudza waśnie.

Czytaj resztę wpisu »


Ciążowy sukces dwóch panów

20/01/2007

Jednym z głównych postulatów, jakie wysuwały PiS i LPR idąc po władzę, było zatrzymanie spadku demograficznego. Dziś, po ponad roku rządów prawicy, widać, że obietnica ta realizowana jest z naddatkiem. Zwłaszcza w Giertychowej szkole.

Uparta walka z prezerwatywami i promocja naturalnych technik zapobiegania ciąży przynosi efekty szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Jak ogłosił dziś triumfalnie wiceminister Orzechowski (na zdjęciu: niższy jegomość), w roku szkolnym 2004/05 (ostatni rok rządów lewicy) w całym kraju w ciążę zaszły 143 dziewczęta w wieku 12-15 lat, gdy tymczasem w roku 2005/06 (pierwszy rok nowej koalicji) – 177. Wzrost dzietności gimnazjalistek o prawie 25 procent robi znacznie większe wrażenie, gdy weźmiemy pod uwagę, że – na co zwrócił uwagę minister – współżycie płciowe z osobami poniżej 15. roku życia to przestępstwo. Najwyraźniej jednak patriotycznie nastawieni Polacy coraz częściej są skłonni ryzykować nawet pobyt w więzieniu, byle tylko pomnażać ilość substancji narodowej. Według ekspertów dowodzi to, że prorodzinne projekty Ministerstwa „Edukacji” skazane są na sukces.

Statystyki w wyższych grupach wiekowych również dodają otuchy. Liczba ciąż wśród uczennic w wieku 16-18 lat – w roku szkolnym 2004/05 3515 przypadków – także wzrosła: do 4461. I choć w procentach to niewiele więcej niż 1/5, pamiętajmy, że w liczbach bezwzględnych oznacza to prawie tysiąc nowych obywateli! Ci ludzie może w ogóle by się nie urodzili, gdyby wybory 2005 wygrała lewica, tak ochoczo promująca w szkołach pigułki, prezerwatywy i inne środki mordowania dzieci niepoczętych. Prawdziwie wymierne efekty resort Giertycha (na zdjęciu: wyższy) zanotował jednak wśród uczennic pełnoletnich. W tej grupie w roku szkolnym 2004/05 przy nadziei było 1250 dziewcząt, w roku następnym – 1772. Wzrost dzietności na poziomie 40 procent! I jak tu nie podziwiać duetu Giertych-Orzechowski?

Sukcesy demograficzne tak upoiły resort edukacji, że już zapowiedział kolejną kampanię, tym razem promującą niezbędne młodym matkom cnoty: czystość (dzieci trzeba myć) i wierność (współżycie z więcej niż jednym partnerem jest marnowaniem energii w sytuacji, gdy zajść w ciążę można – przy odpowiednim przeszkoleniu – już po pierwszym stosunku). Tylko czekać na równie spektakularne efekty.


Dobre znaki

10/01/2007

Czasu mało, napiszę więc tylko, że cieszy mnie, iż PiS weźmie się w końcu za deubekizację. Tym samym przeciwnikom lustracji zostanie wytrącony z rąk ich najcięższy argument: że nie godzi się szmacić ofiar, gdy ich oprawcy śmieją się z całej hucpy, co miesiąc inkasując wielotysięczne emerytury. Esbecy cieszą się kasą nie tylko za czynne prześladowanie opozycji: zabójcom księdza Popiełuszki na mocy specjalnego dekretu Kiszczaka z 1990 do stażu pracy wliczono okres pobytu w więzieniu (to bodaj jedyny przypadek w cywilizowanym świecie, by na wysokość świadczenia emerytalnego wpływał pozytywnie fakt skazania za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem). Jak wszystko dobrze pójdzie, już wkrótce ich przywileje przejdą do historii.

Jeśli zaś chodzi o mniej ponure tematy, zapraszam dziś do słuchania Radia BIS. O 23 z minutami jest program o percepcji i roli ojca we współczesnej rodzinie, do którego mnie właśnie zaproszono, mimo że tłumaczyłem, iż – z tego, co mi wiadomo – nie jestem niczyim ojcem. Ci zaś, którzy chodzą spać (i wstają) wcześniej, będą mieli swoją szansę w piątek nad ranem. Kwadrans po szóstej w „Kawie czy herbacie” (TVP1) mam opowiadać o tym, co czują dziecko i rodzic po wywiadówce…

Ktoś chyba tam na górze daje mi jakoweś znaki.