Odszedł Maciej Rybiński

22/10/2009

rybaJak już kiedyś stwierdziłem, nienawidzę pisać nekrologów. Co innego zresztą wypocić coś o filozofie, który – jak to filozof – w życiu napisał dawno temu garstkę sensownych rzeczy (a wcześniej i później znacznie więcej bzdur), a co innego – podsumować dorobek jednego z najwybitniejszych współczesnych publicystów, człowieka, którego artykuły i felietony więcej dają wglądu w dzisiejsze życie publiczne w Polsce niż wszystkie opasłe podręczniki politologii razem wzięte. Poprzestanę zatem na zacytowaniu równie trafnego, co pięknego zdania z komentarza do ostatniego, pośmiertnego wpisu na rzepowym blogu Rybińskiego:

Miał wszelkie dane ku temu, by być przewodnikiem stada, problem w tym, że stado podążało (i podąża nadal) nie za nim, ale za jakimiś baranami…


Przyszłość dziennikarstwa

15/09/2009

Czy w Polsce można mówić o dziennikarstwie obywatelskim? Czym w ogóle jest to zjawisko i kto za nim stoi? Dlaczego coraz więcej ludzi poświęca swój czas i zasoby, by tworzyć teksty i przekazy, których i tak nadmiar w internecie i których większości prawie nikt nie czyta? Jak zostać dziennikarzem obywatelskim, gdzie najlepiej publikować i w jaki sposób najskuteczniej się promować? Na te i inne pytania odpowiadaliśmy wczoraj w Radiu Dla Ciebie: ja, szef Wiadomości24 Tomasz Kowalski i specjalistka od komunikacji w internecie Barbara Czyżowicz-Lorek. Dyskusję poprowadził Robert Łuchniak.


Naoczni świadkowie

14/09/2009

O 21:30 na kanale Discovery szykuje się dziś polska premiera amerykańskiego serialu dokumentalnego “Naoczny świadek”. Jako że współpracuję przy kampanii PR tego programu, czuję się z tej okazji w obowiązku napisać parę słów, i to nie tylko o samym serialu, ale i o szerszym zjawisku, które “Naoczny świadek” reprezentuje. Chodzi o wykorzystanie przez tzw. media tradycyjne publikowanych w internecie przekazów tworzonych przez dziennikarzy-amatorów. Czyli – szerzej – o dziennikarstwo obywatelskie.

Dziennikarstwo obywatelskie to – jak zapewne wszyscy odwiedzający tego bloga dobrze wiedzą – zbiorcza nazwa przekazów o charakterze dziennikarskim, tworzonych przez ludzi nie zajmujących się zawodowo działalnością medialną. Pod pojęciem tym rozumie się współcześnie szeroką gamę przekazów, od tekstów quasi-dziennikarskich na blogach i forach, po relacje o charakterze wizualnym (zdjęcia, filmy), publikowane w serwisach wideo i na portalach społecznościowych.

Samo zjawisko dziennikarstwa obywatelskiego nie jest nowe. Prawdopodobnie istniało od zarania dziejów (jego źródeł można upatrywać w znanej zapewne już naszym pierwszym mówiącym przodkom plotce), przed epoką internetu miało jednak bardzo ograniczony zasięg. Dotarcie do odbiorców wiązało się bowiem z kosztami, których wymagała dystrybucja przekazu (poczatkowo po prostu jego wykrzyczenie, potem druk, później transmisja audiowizualna. Do niedawna zatem co prawda każdy mógł sobie tworzyć treści dziennikarskie lub pokrewne, ale tylko niewielu mogło sobie pozwolić na ich dystrybucję poza najbliższym sąsiedztwem.

Internet oraz towarzyszący mu postęp techniczny ostatnich lat dokonały tu rewolucji. Praktycznie każdy z nas dysponuje dziś telefonem komórkowym z aparatem fotograficznym, kamerą oraz dostępem do internetu, dzięki któremu to, co sfotografuje lub nagra może w ciągu kilku minut zobaczyć osoba po drugiej stronie kuli ziemskiej. Ułatwiają to serwisy wideo, takie jak YouTube czy polska Wrzuta, na których każdy może (niekiedy po założeniu konta, niekiedy anonimowo) umieścić za darmo samodzielnie zrobiony film. Potem wystarczy, że link do filmu pojawi się np. na serwisie social news (to strony, których sami użytkownicy sami decydują, czy dana informacja jest atrakcyjna i „wykopują” interesujące artykuły: najsłynniejsze to Digg, Reddit i Twitter, a na polskim podwórku – Wykop), by zapewnić przekazowi, który internauci uznają go za interesujący i warty „wykopania”, nawet do kilku milionów odbiorców na dobę.

W efekcie zwykły przechodzień, który staje się świadkiem spektakularnego wypadku lub niezwykłego zdarzenia, szybko jest w stanie stworzyć przekaz, z którym nie mogą konkurować normalni dziennikarze. I bynajmniej nie chodzi tu o jakość: większość tego, co tworzą amatorzy, ciągle nie dorównuje jakością techniczną owocom pracy dziennikarzy. Nie tylko dlatego, że przeciętna kamera w telefonie ma znacznie gorsze parametry techniczne, niż profesjonalna kamera z operatorem, którą wyśle na miejsce stacja telewizyjna. To jednak przechodzień jest na miejscu pierwszy, więc to jego przekaz zdominuje relacje w serwisach informacyjnych, nawet jeśli jakość przekazu będzie pozostawiała wiele do życzenia. Najlepszym tego przykładem utrwalone przez amatorów momenty uderzeń samolotów w wieże World Trade Center, które – mimo braków technicznych – zobaczyła w 2001 większość widzów na Ziemi.

Oczywiście nagrania takie jak WTC to mniej niż promil tego, co publikuje się na YouTubie czy LiveLeak (ba, większość tego, co dostaje użytkownik szukający tych nagrań na wspomnianych serwisach, to fejki). Wiekszość filmów umieszczanych w Sieci przez nieprofesjonalistów to amatorskie filmiki, które nie interesują nikogo poza najbliższym kręgiem ich rzeczywistych lub wirtualnych znajomych. Prawdziwe perły, które podbiją Digg lub Wykop, trafiają się tu procentowo rzadziej niż w przypadku profesjonalnych mediów. Ale wygrywają w liczbach bezwzględnych.

Dzieje się tak, ponieważ liczba profesjonalnych dziennikarzy jest skończona i wynosi najwyżej kilkadziesiąt-kilkaset tysięcy osób w skali świata. Tymczasem potencjalnych dziennikarzy obywatelskich (czyli ludzi wyposażonych w komórkę z aparatem lub kamerą) mamy już na Ziemi więcej niż miliard. Ta liczba gwarantuje, że to z ich rąk coraz częściej będą wychodzić przekazy, z którymi media tradycyjne nie wygrają. Nie dlatego, że nie mają na to środków. Po prostu “zwykli” dziennikarze nie mogą być wszędzie, nie mają więc szans być w każdym miejscu, w którym zdarza się wypadek lub coś interesującego. Są tam za to zwykli ludzie. Ci świadkowie musieli kiedyś zadowolić się opowiedzeniem swej historii profesjonalnemu dziennikarzowi, który zresztą mógł na miejsce przyjechać, ale też mógł i nie przyjechać. I o całej sprawie mógł zawsze potem poinformować zniekształcając relację opowiadającego lub wręcz przeinaczając jego słowa.

Dziś nie trzeba czekać na dziennikarza. Już w momencie samemu można samemu nagrać materiał ze zdarzenia i umieścić go w sieci. W dodatku przekaz ten opowie całą historię w taki sposób i z takiego punktu widzenia, jak jego autor sobie życzy. Internetowy fenomen “Cut out the middleman” coraz szerzej obejmuje tym samym także dostawców informacji.

Czytaj resztę wpisu »


Sztuka guglowania (dla dziennikarzy)

09/08/2009

Pisałem już trochę w innych miejscach na temat szumu, jaki trwa w Stanach wokół plakatu Obama-Joker. Dziś pora zająć się najbardziej kuriozalnym aspektem reakcji prasy na kontrowersyjną grafikę, ilustrującym zatrważającą nieporadność znacznej części amerykańskich dziennikarzy na polu wyszukiwania i selekcji informacji. Nawet tej, którą sama wyrzuca z siebie wyszukiwarka Google.

Czytaj resztę wpisu »


Gruzińskie przewidzenia

13/08/2008

Od kilku dni z czołówek polskich (i światowych) serwisów informacyjnych nie schodzi wojna rosyjsko-gruzińska. Nie schodzi, i trudno się dziwić: wakacje bez Leppera i Giertycha w rządzie (lub okolicach) mocno dawały się we znaki dziennikarzom i komentatorom politycznym, z braku lepszych tematów skazanym ostatnio na podniecanie się w kółko trzecią w historii (po Berlinie’36 i Moskwie’80) totalitarną olimpiadą. Aż tu ni stąd ni zowąd w dniu otwarcia igrzysk w Pekinie Gruzja “napadła” na własne (acz “przypadkiem” okupowane przez Rosjan) terytorium – po czym sprawy potoczyły się tak, jak można było przewidzieć.

No właśnie, przewidzieć. Rosja jaka jest, każdy widzi: po państwie, w którym opozycyjnych dziennikarzy szlachtuje się na klatkach schodowych, a niepokornych biznesmenów zsyła na Syberię, państwie, którego służby specjalne trują za granicą własnych obywateli, gdy ci zaczynają opowiadać o organizowanych przez te służby zamachach terrorystycznych, no więc po tym państwie trudno spodziewać się, że nie napadnie na małego, nie dosyć uległego sąsiada, gdy dostanie najmniejszy choćby pretekst. Fakt, że tak wytrawny gracz polityczny jak Saakaszwili jakoś się takiego cudu spodziewał i niczym Don Quijote ruszył do ataku, świadczy o przywódcy Gruzji jak najgorzej, ale – przynajmniej w Polsce – wciąż ceni się taką romantyczną postawę, zwłaszcza jeśli wymierzona przeciw Rosji. Nic dziwnego, że Lech Kaczyński co sił w nogach popędził do Tbilisi ściskać się z Saakaszwilim i grzmieć na Moskali. I choć aktywności tej, w przeciwieństwie np. do moskiewskich turnusów Sarkozy’ego, nie odnotował prawie żaden duży serwis informacyjny, nasz prezydent może sobie gratulować. O wyprawie doniosły media gruzińskie i polskie, co absolutnie wystarczy: Polacy cenią bohaterstwo, zaś wymachiwanie antyrosyjską szabelką w mieście, do którego zbliżają się rosyjskie czołgi, w powszechnym odczuciu właśnie pod bohaterstwo podchodzi. W efekcie przewiduję szybki (choć niekoniecznie trwały) wzrost popularności Kaczyńskiego – i to nie tylko za Kaukazem. Przewidywania prezydenta są pewnie podobne.

Czytaj resztę wpisu »


Blogi rządzą (w Dwójce)

09/07/2008

Coś mnie tknęło po publikacji wczorajszego postu, przewertowałem więc archiwalne “Pytania na śniadanie”. I solidnie się zdziwiłem, gdyż okazało się, że detronizację profesjonalnych dziennikarzy przez blogerów… nieopatrznie wyprorokowałem już pół roku temu:



Bo bloger jest lepszy

08/07/2008

Press doniósł kilka dni temu, że MillwardBrown SMG/KRC przeprowadził na zlecenie D-Link Polska badanie, z którego wyszło, że rozmiłowani w nowych mediach Polacy nie tylko sami aktywnie tworzą treści w sieci, wymieniając się informacjami i opiniami, ale i wolą takie treści od materiałów generowanych przez redakcje i profesjonalnych dziennikarzy:

Internauci chętnie zamieszczają w sieci tworzone przez siebie treści. Najpopularniejszą formą aktywności są komentarze pod artykułami (17%), dyskusje na forach (16%) oraz komentowanie postów zamieszczanych na blogach prowadzonych przez innych użytkowników (12%). Co dwudziesty internauta (5%) przyznaje się, że tworzy swój własny blog. W sumie niemal 1/3 internautów deklaruje tworzenie treści w sieci.
Polscy internauci uznają też, że najciekawsze informacje dostępne w sieci pochodzą bezpośrednio od innych internautów – twierdzi tak 46% badanych, a jedynie co piąty (19%) jako najciekawsze wskazuje teksty profesjonalnych dziennikarzy. Jeszcze gorzej w tej konkurencji wypadają działy marketingu firm obecnych w sieci – zaledwie 4% internautów wysoko ocenia treści zamieszczane przez firmy komercyjne.

Choć patrząc na wyniki nie sposób zapomnieć, kto zlecił badanie (D-Link to producent sprzętu sieciowego, czyli – jak by nie patrzeć – firma komercyjna zainteresowana tym, by ludzie kochali internet; ciężko mi sobie jednak wyobrazić podobne wyniki w badaniach zleconych np. przez Izbę Wydawców Prasy), statystyki wyglądają na prawdopodobne. Nic dziwnego, że tak dziennikarze, jak i zwykli użytkownicy netu rzucili się na temat i zabrali za wyjaśnianie sytuacji.

Czytaj resztę wpisu »


Lis na zwyżce

24/06/2008

W ostatnim poście Kataryny o antyblogerskich zapędach europarlamentarzystów (od komentarzy kipi dziś polska blogosfera; sam zabrałem głos w temacie kilka dni temu) znalazłem cytat z artykułu o Tomaszu Lisie, opublikowanego kilka dni temu w “Dzienniku”. Cytat dotyczy pewnej mało dotąd eksponowanej w mediach (tak, tak, jest takowa) dziedziny aktywności byłego szefa polsatowskich “Wydarzeń” oraz związanego z ową aktywnością dylematu jego ówczesnych podwładnych:

Jak tu szanować szefa, człowieka niby poważnego, o wyjątkowo wysokiej pozycji, któremu zdarzało się zaczynać poranne kolegia od przejrzenia internetu, by odszukać wszystkie wpisy na swój temat i temat swej przyjaciółki, i który czasem na tzw. zwyżce, czyli specjalnym podium w newsroomie, potrafił bez zażenowania pod rozmaitymi nickami na gazetowych forach komentować w sieci nie tylko bieżące wydarzenia polityczne. A kiedy plątały mu się już nicki, Hanka pomagała mu założyć nowe konta.

Tyle Kataryna, artykuł w “Dzienniku” zawiera jednak fragmenty stawiające brylującego jeszcze rok temu na łamach “Gazety Wyborczej” (i rżącego na antenie TOK FM) apostoła antykaczyzmu i poprawności politycznej w jeszcze ciekawszym świetle:

Gdy dziennikarz zbyt miękkim głosem czytał materiał, Lis pytał: – Co ty, pedałem jesteś? Może byś przerż… jakąś kobietę i zaczął czytać jak mężczyzna?

“Wszyscy jesteśmy gejami” – pisał w 2005 roku Jacek Żakowski. Ciekawe, czy powtórzy to teraz koledze…


Rżenie na antenie

01/09/2007

W polskim dyskursie publicznym zagościł właśnie nowy rodzaj argumentacji ad personam: rżenie. Jego pionierem jest znany dziennikarz telewizyjny Tomasz Lis.

Lis rżał w piątek rano w TOK FM, przedrzeźniając rżącą według niego prowadzącą “Forum” (TVP) Joannę Lichocką. Rżenie bardzo się spodobało obecnym w studiu, czemu trudno się dziwić – program prowadził znany z osobliwych sądów Jacek Żakowski:

Trudno zaprzeczyć, że dziennikarstwo wzniosło się tym samym na poziom wyższy niż komukolwiek się dotychczas śniło. Czekam teraz na moment, w którym pan Żakowski będzie zagrzewał rozmówców do parodiowania (pomysł podsunął mi właśnie poniżej Tuje) Adama Michnika. Dodajmy, że pole do popisu jest tu znacznie większe niż w przypadku Lichockiej, bo i wada wymowy o niebo ciekawsza.

Do niesamowitego poziomu kultury polskich dziennikarzy ludzie jednak już dawno się przyzwyczaili, zatem na wyskok Lisa mało kto zwróciłby uwagę, gdyby sprawy nie wzięli w swoje ręce znajomi Lichockiej (czystym przypadkiem niemal bez wyjątku prawicowi publicyści) i nie wysmażyli takiego listu:

Czytaj resztę wpisu »


TOK FM razy dwa

16/08/2007

Rzadko kiedy zdarza mi się w jednej stacji (Biski nie liczę) gościć więcej niż raz dziennie, niemniej od czasu do czasu przychodzi taki dzień. Dziś trafiło na TOK FM.

Już teraz można wysłuchać na stronie radia audycji Subiektyw z 10:10. Prowadząca, Ewa Wanat, tym razem “zagubiona” w tym, co w ciągu kilku dni jej nieobecności zaszło w polskiej polityce, dzięki czemu autor tych słów i prof. Krzysztof Konarzewski mają okazję wygłosić wiele mądrych zdań o cyrku, dionizjach i psychologicznych determinantach faktu, iż mamy takich polityków, jakich mamy.

Między 22:00 a 24:00, w Wieczorze Radia TOK FM, powinno być ciut spokojniej, choć nie mniej kontrowersyjnie. Temat – miłość z punktu widzenia socjobiologii – dotyczy w jakimś sensie chyba każdego, więc też zapewne, mimo dzikiej pory, niewielu uśpi.