Przyszłość dziennikarstwa

15/09/2009

Czy w Polsce można mówić o dziennikarstwie obywatelskim? Czym w ogóle jest to zjawisko i kto za nim stoi? Dlaczego coraz więcej ludzi poświęca swój czas i zasoby, by tworzyć teksty i przekazy, których i tak nadmiar w internecie i których większości prawie nikt nie czyta? Jak zostać dziennikarzem obywatelskim, gdzie najlepiej publikować i w jaki sposób najskuteczniej się promować? Na te i inne pytania odpowiadaliśmy wczoraj w Radiu Dla Ciebie: ja, szef Wiadomości24 Tomasz Kowalski i specjalistka od komunikacji w internecie Barbara Czyżowicz-Lorek. Dyskusję poprowadził Robert Łuchniak.


Blog “Przekroju”

31/07/2009

logo_PLDziś odrobinka nieco spóźnionego pi-aru: tygodnik “Przekrój” uznał ten blog za jeden z 33 blogów w Polsce, na które warto zaglądać. Wyróznienie spore, zważywszy, że wśród polecanych blogów są takie asy, jak Blog de Bart, Vagla czy Młodzi Fizycy, więc nie byłbym sobą, gdybym się z niego nie cieszył lub nie podzielił radością z najwierniejszymi czytelnikami.


Blogi rządzą (w Dwójce)

09/07/2008

Coś mnie tknęło po publikacji wczorajszego postu, przewertowałem więc archiwalne “Pytania na śniadanie”. I solidnie się zdziwiłem, gdyż okazało się, że detronizację profesjonalnych dziennikarzy przez blogerów… nieopatrznie wyprorokowałem już pół roku temu:



Bo bloger jest lepszy

08/07/2008

Press doniósł kilka dni temu, że MillwardBrown SMG/KRC przeprowadził na zlecenie D-Link Polska badanie, z którego wyszło, że rozmiłowani w nowych mediach Polacy nie tylko sami aktywnie tworzą treści w sieci, wymieniając się informacjami i opiniami, ale i wolą takie treści od materiałów generowanych przez redakcje i profesjonalnych dziennikarzy:

Internauci chętnie zamieszczają w sieci tworzone przez siebie treści. Najpopularniejszą formą aktywności są komentarze pod artykułami (17%), dyskusje na forach (16%) oraz komentowanie postów zamieszczanych na blogach prowadzonych przez innych użytkowników (12%). Co dwudziesty internauta (5%) przyznaje się, że tworzy swój własny blog. W sumie niemal 1/3 internautów deklaruje tworzenie treści w sieci.
Polscy internauci uznają też, że najciekawsze informacje dostępne w sieci pochodzą bezpośrednio od innych internautów – twierdzi tak 46% badanych, a jedynie co piąty (19%) jako najciekawsze wskazuje teksty profesjonalnych dziennikarzy. Jeszcze gorzej w tej konkurencji wypadają działy marketingu firm obecnych w sieci – zaledwie 4% internautów wysoko ocenia treści zamieszczane przez firmy komercyjne.

Choć patrząc na wyniki nie sposób zapomnieć, kto zlecił badanie (D-Link to producent sprzętu sieciowego, czyli – jak by nie patrzeć – firma komercyjna zainteresowana tym, by ludzie kochali internet; ciężko mi sobie jednak wyobrazić podobne wyniki w badaniach zleconych np. przez Izbę Wydawców Prasy), statystyki wyglądają na prawdopodobne. Nic dziwnego, że tak dziennikarze, jak i zwykli użytkownicy netu rzucili się na temat i zabrali za wyjaśnianie sytuacji.

Czytaj resztę wpisu »


Parlament Europejski kontra blogi

24/06/2008

Temat dnia to dziś totalna lustracja blogerów. Nowa inicjatywa Europarlamentu, jeśli chodzi o odzew, jaki wywołała na blogach z prawa, lewa i środka (nie wspominając już o sensowności), przyćmiła chyba wszystkie pomysły Romana Giertycha z czasów ministrowania, i to nawet razem wzięte. Rzecz cytuję za dzisiejszą “Gazetą Wyborczą”; uwagi moje – boldem w nawiasach.

Musi być jasne, kto stoi za blogerami. Najlepiej, by deklarowali to sami blogerzy – (…) taka rekomendacja znalazła się w raporcie Parlamentu Europejskiego, który przyjęła na początku czerwca komisja kultury.

“Zachęcamy do dobrowolnego znakowania blogów, by jasne były zawodowe i finansowe interesy oraz odpowiedzialność ich autorów i wydawców” – napisali w raporcie “O koncentracji i pluralizmie mediów w UE”.

- Popieram pluralizm mediów, szczególnie nowych mediów [To szczególnie ciekawie tu wygląda, jakby pluralizm dało się stopniować...], których część stanowią blogi. Chciałabym jednak, by było jasne, kto za nimi stoi [i kogo w razie czego zamknąć] - wyjaśnia “Gazecie” autorka raportu, estońska socjalistyczna eurodeputowana Marianne Mikko, była dziennikarka. – Celem blogów jest pokazywanie prawdy, lecz niektórzy pod fałszywym nazwiskiem mogą kogoś oskarżać czy poniżać – tłumaczy. [Pod prawdziwym nazwiskiem ani oskarżanie ani poniżanie z definicji nikomu się nie zdarza...]

– Blogerów nie można automatycznie uznać za zagrożenie. Proszę sobie jednak wyobrazić sytuację, gdy grupy interesu czy ktokolwiek inny wykorzystuje blogi, by promować swoje przesłanie. Blogi to skuteczne narzędzie, są zaawansowaną formą lobbingu [a ten, jak wiadomo, jest w strukturach europejskich - zwłaszcza w Europarlamencie - nielegalny i niespotykany, nieprawdaż?]- zgadza się z nią niemiecki liberalny [??????! - rozumiem że socjalistka może być za odebraniem ludziom wolności słowa, socjalizm wszak zawsze sprowadza się do odbierania komuś czegoś, ale gdy liberał podpisuje się pod podobnymi niedorzecznościami, zaczynam mieć gęsią skórkę] eurodeputowany Jorgo Chatzimarkakis.

Eurodeputowani nie określili, w jaki sposób blogi miałyby być znakowane i czy prawdziwość deklaracji nadzorowałaby jakaś instytucja.

Ha, zakład sto do jednego, że jak już się zdecydują, kolejną fuchę zgarnie niezawodna Komisja Europejska. Zaprawiony w decydowaniu, co jest bananem, a co nie, i co w Unii E. ma prawo być nazywane oscypkiem, ten wspaniały superorgan najlepiej oceni, kto może, a kto nie może (i o czym nie może) pisać w Internecie. Szybki wzrost notowań tak mało ostatnio popularnych (bez wątpienia za sprawą knowań złych blogerów) eurobiurokratów wydaje się w takim układzie tylko kwestią czasu.


Wyścig szczurów

31/01/2008

Rywalizacja – dlaczego tak bardzo ją cenimy we współczesnym świecie? Czy ma więcej wad czy zalet? Czy można bez niej żyć, a jeśli tak, to w jaki sposób?

Na te i inne pytania odpowiadałem prawie dwa tygodnie temu w “Lustrze” Julii Zabojszcz. Jak zwykle wrzucam rzecz z opóźnieniem, standardowo życząc mocnych wrażeń w trakcie słuchania:

 

Komu zaś tych wrażeń ciągle mało, niech zasiądzie dziś przed telewizorem o 10:50 i włączy Dwójkę. Tym razem w Pytaniu na śniadanie rozmawiamy o blogach i powodach ich pisania.


Biurowe przekleństwo

23/01/2008

W “Życiu Warszawy” artykuł o pracodawcach, którzy coraz częściej odcinają pracownikom dostęp do YouTuba, Naszej Klasy lub innych serwisów, które nie wpływają zbyt korzystnie na wzrost wydajności przeciętnego Kowalskiego. Trudno odmówić sensu takiemu podejściu, zwłaszcza że sam wiem z doświadczenia, iż najlepiej pracuje się w trybie offline. W świecie, w którym zwykłe zerknięcie do googla może się skończyć napisaniem nowej notki i piętnastu komentarzy, trzeba być dla siebie bezlitosnym – lub przynajmniej liczyć na to, że ktoś dla nas taki będzie. Dlatego gdy wczoraj zadzwoniła do mnie Anna Wittenberg z prośbą o komentarz, nie miałem nawet cienia wątpliwości:

AW: Surfowanie w internecie zabiera nam coraz więcej czasu. Także w pracy. Czy blokowanie przez pracodawcę stron www jest szansą na odzyskanie pracownika?
TŁ: Pracownicy, którym zablokuje się jedną stronę internetową, bardzo szybko przerzucą się na inne witryny. Sieć pełna jest blogów, serwisów społecznościowych i innych interesujących miejsc. Jeśli pracodawca naprawdę chciałby ograniczyć podwładnym czas korzystania z internetu, powinien odblokować tylko te strony, z których pracownik może korzystać.
AW: Ale w wielu branżach nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie witryny będą nam potrzebne…
TŁ: No właśnie. Dlatego znacznie bardziej skutecznym rozwiązaniem jest na przykład prowadzenie ewidencji stron internetowych, na które wchodził pracownik. Monitorowanie aktywności wprowadza psychologiczne samoograniczenie.
AW: Załóżmy, że uda nam się oderwać od internetu. Czy przeglądania stron nie zastąpi wychodzenie na kawę ze współpracownikami?
TŁ: Osoby, z którymi spotykamy się na co dzień, zazwyczaj nie są dla nas tak atrakcyjne jak nowe witryny. Kawa z panią Kasią czy panią Marysią staje się po prostu nudna.

Nudna, gdyż nasze zmysły wyewoluowały tak, że uwielbiają nowe bodźce. W środowisku pierwotnym wzmagało to zachowania eksploracyjne i ułatwiało przetrwanie. W dobie globalnej Sieci z miliardem stron staje się to naszym przekleństwem.


Psychologia blogowania

09/11/2007

Pierwsza bodaj audycja radiowa, której bohaterem był ten blog – jak również ten drugi blog oraz (co jednak nie stanowi już takiego novum) inne blogi i blogowanie w ogóle (zwłaszcza z psychologicznego punktu widzenia). Deliberują, oprócz mnie, Mateusz Gruca i prowadzący “Lustro” Wawrzyniec Putkiewicz.


Dalsza reorganizacja

23/02/2007

Malutki wtręt informacyjny: ponieważ ten blog powolutku traci swój polityczno-rozrywkowy charakter, znikają z zakładek, być może już na zawsze, działy “Polityka” i “Religioznawstwo”. Linki do działających stron z tych kategorii zostały właśnie przeniesione na łamy bloga Hardcore dla myślących. To samo dotyczy zestawienia “Ulubionych” (które dopiero czeka lustracja) i części galerii.

Przepraszam za wszelkie niedogodności. Tymczasem, w ramach zadośćuczynienia, na hardkorze świeżutki kawałek o tym, jak się rozmnażają geje w Ameryce. Do czytania i oglądania.


UFO na Czerskiej

10/02/2007

Przesądy straszą współcześnie nie słabiej niż za czasów mac z dzieci i czarownic na miotłach, tyle że moda na to, czego bać się wypada, zmieniła się, jak wszystkie mody, wielokrotnie w ciągu ostatnich 700 lat. Dlatego na kogoś, kto boi się np. strzyg, patrzymy dziś jak na mentalnie uwięzionego w średniowieczu idiotę, gdy tymczasem osoba ogłaszająca, iż wierzy, że modyfikowane genetycznie orzeszki ziemne szkodzą ludziom bardziej niż naturalne, traktowana jest jako zdrowy, mający po prostu własne zdanie obywatel. Ba, w dzisiejszym świecie ów ignorant ma takie samo prawo do decydowania w temacie, o którym nie ma bladego pojęcia, jak ekspert, który np. zęby zjadł na badaniach wpływu modyfikacji DNA na organizmy. Absurd ten zwie się demokracją.

Gdzieś w połowie drogi między strzygami a modyfikacjami genetycznymi plasuje się UFO. Ludzie, którzy utrzymują, że rządy światowe ukrywają fakty na temat niezidentyfikowanych obiektów latających i ich pasażerów, zwykle traktowani są jako niegroźni dziwacy. Fakt, że boją się czegoś, co już blisko dekadę temu wyszło z mody (za przełom można uznać sklonowanie owieczki Dolly – wydarzenie, które wywindowało straszną już wcześniej genetykę na szczyty w rankingach fobii) czyni ich zresztą dość mało atrakcyjnymi medialnie. No, chyba że zaczynają być interdyscyplinarni, wypływając z wartkich potoków ignorancji w dziedzinie fizyki i astronomii na szerokie wody ignorancji w dziedzinie biologii.

Przykład można było zobaczyć wczoraj, gdy portal gazeta.pl (emanacja oświeconego środowiska postępowej, od lat edukującej Polaków “Gazety Wyborczej”) doniósł z hukiem, że konkurencyjny “Fakt” (a w oryginale nawet “SuperExpress”) napisał, iż “Komsomolskaja Prawda” na swej stronie internetowej (do której w artykule był link) upubliczniła nagranie stworzenia, które przed konsumpcją uwiecznili rybacy z Taganrogu (port nad Morzem Azowskim w obwodzie rostowskim). Tytuł na stronie Agory (Wyłowili ufoludka i go zjedli) nie pozostawia wątpliwości co do tożsamości przedziwnej istoty. Pewne podejrzenia budzić mógł co prawda fakt, że rybacy tak się pospieszyli z konsumpcją dziwadła (musieli być albo bardzo głodni, albo bardzo pijani, skoro się nie bali, że przybysz może im zaszkodzić), niemniej – jak widać – w trzech kolejnych redakcjach żadnemu dziennikarzowi nie zadrżała ręka. Bo przecież rolą prasy informować.

Nieszczęściem dla redakcji spragnionych zarówno sensacji, jak i wiarygodności, Internet to medium, w którym żadna napisana przez niedokształconego dziennikarza (pasowałoby tu świetnie określenie „niedokształciuch”) bzdura długo nie pożyje. Już w czwartym w kolejce komentarzu na forum pod artykułem znalazł się link do strony pełnej zdjęć innych, jeszcze żywych „ufoludków”, których – jak się okazuje – żyje dziś na ziemi całkiem sporo, zwłaszcza przy wybrzeżach Kalifornii (dziwi teraz kogokolwiek, czemu to właśnie w Hollywood kręci się tyle filmów o UFO?). Link szybko podchwycili blogerzy, znalazł się również na Wykopie. O jakości polskiego dziennikarstwa niech świadczy jednak fakt, że wzmianka o tym nadal nie pojawiła się w artykule na gazecie, wciąż linkowanym na stronie głównej portalu.

Cóż, powiecie, psy szczekają, karawana jedzie dalej. Ciekawym tylko, gdzie zajedzie w sytuacji, gdy co drugi szczekający pies mądrzejszy od całej karawany…